Robert Fico stoi w metaforycznej przestrzeni dyplomatycznej nad monumentalnym kompasem, którego metalowa igła niemożliwie wskazuje dwa przeciwne kierunki.
Artykuł

Fico między NATO a Rosją

Robert Fico mówi o neutralności, nie ufa solidarności NATO i odmawia wojskowego wspierania Ukrainy. Jednocześnie Słowacja pozostaje w Sojuszu, gości jego wojska i formalnie deklaruje wykonywanie zobowiązań. Czy Bratysława naprawdę wyłamuje się z NATO - czy Fico prowadzi ryzykowną politykę małego państwa między bezpieczeństwem, energią i Rosją?

Robert Fico potrafi w jednym wystąpieniu zapewnić, że Słowacja respektuje członkostwo w NATO, a chwilę później powiedzieć, że jego krajowi bardziej odpowiadałaby neutralność. Jesienią 2026 roku poszedł jeszcze dalej: zaczął publicznie podważać przekonanie, że solidarność wynikająca z artykułu 5 rzeczywiście zadziała w chwili próby.

W Polsce podobne wypowiedzi natychmiast uruchamiają najostrzejsze polityczne etykiety. Tyle że określenie kogoś mianem „ruskiej onucy” niewiele wyjaśnia. Znacznie ciekawsze jest pytanie, co Fico naprawdę robi, które elementy jego polityki faktycznie zbliżają Bratysławę do Moskwy i gdzie kończy się retoryka, a zaczynają formalne zobowiązania Słowacji.

Człowiek, który wrócił po raz czwarty

Robert Fico urodził się w 1964 roku w Topoľčanach, jest prawnikiem i od ponad dwóch dekad pozostaje jedną z najważniejszych postaci słowackiej polityki. Premierem był w latach 2006-2010, 2012-2016 i 2016-2018. Do urzędu wrócił w październiku 2023 roku po zwycięstwie kierowanego przez niego Smeru.

Jego obecna polityka zagraniczna jest znacznie bardziej konfliktowa wobec dominującego kursu Unii Europejskiej niż w czasie wcześniejszych rządów. Fico stawia na hasła suwerenności, dialogu ze wszystkimi stronami i ograniczania tego, co uważa za ryzyko eskalacji wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Nie jest jednak politykiem, którego działania można sprowadzić do prostego hasła „za Rosją”. Jego rząd chce utrzymywać kontakty z Moskwą, ale pozostaje w NATO i Unii Europejskiej. Sprzeciwia się państwowej pomocy wojskowej dla Ukrainy, ale nie zatrzymał komercyjnego eksportu słowackiego przemysłu obronnego. Krytykuje Kijów, a równocześnie deklaruje zainteresowanie stabilną i demokratyczną Ukrainą oraz nie odrzuca jej ambicji członkostwa w UE.

Moment, w którym pojawił się artykuł 5

We wrześniu 2026 roku Fico mówił publicznie, że nie chce, aby Słowacja stała się częścią wojny „z powodu jakiegoś artykułu 5”. Tłumaczył, że zrobi wszystko, aby kraj nie został wciągnięty w konflikt między NATO a Rosją pod - jak to ujmował - wymyślonym pretekstem.

Jednocześnie podkreślał, że w razie rzeczywistej napaści artykuł 5 daje państwom członkowskim różne możliwości pomocy zaatakowanemu sojusznikowi. W kolejnych wypowiedziach zapewniał, że Słowacja będzie respektować traktat, ale deklarował również brak wiary w automatyczną solidarność innych państw oraz ponownie przedstawiał neutralność jako rozwiązanie, które jego zdaniem lepiej odpowiadałoby Słowacji.

Warto zapamiętać: artykuł 5 nie nakazuje każdemu państwu NATO automatycznie wysłać wojsk. Nakazuje udzielić pomocy, pozostawiając poszczególnym sojusznikom wybór działań uznanych za konieczne - włącznie z użyciem siły zbrojnej.

Ten szczegół ma znaczenie. Część argumentacji Ficy opiera się więc na prawdziwym elemencie traktatu. Problem dotyczy czegoś innego: politycznej wiarygodności odstraszania.

NATO działa nie tylko dlatego, że istnieje dokument podpisany w 1949 roku. Odstraszanie wymaga również przekonania potencjalnego przeciwnika, że próba zaatakowania jednego państwa spotka się z odpowiedzią pozostałych. Publiczne podawanie tej solidarności w wątpliwość może być więc interpretowane przez krytyków Ficy jako osłabianie odstraszania, nawet jeżeli formalne zobowiązania pozostają bez zmian.

Słowacja nie wyszła z NATO

W tej historii łatwo pójść o krok za daleko. Nie ma podstaw, aby twierdzić, że Słowacja wypowiedziała artykuł 5 albo przestała wykonywać zobowiązania sojusznicze.

Przed szczytem NATO w Ankarze w lipcu 2026 roku słowackie władze oficjalnie deklarowały poparcie dla przygotowanych ustaleń i realizację zobowiązań wynikających z członkostwa. Przywódcy Sojuszu ponownie potwierdzili w Ankarze zasadę, że atak na jednego członka jest atakiem na wszystkich.

Co więcej, na terytorium Słowacji działa wielonarodowe zgrupowanie NATO utworzone po pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W 2026 roku ćwiczyło ono rozwinięcie do poziomu większej formacji. Słowacja jest więc jednocześnie beneficjentem praktycznej obecności wojsk sojuszniczych i państwem, którego premier publicznie podważa pewność, że podobna solidarność zadziałałaby w sytuacji kryzysowej.

To właśnie ta sprzeczność jest sednem sprawy.

Rosja: zagrożenie czy partner, z którym trzeba rozmawiać?

Tu różnica między Warszawą a Bratysławą jest szczególnie wyraźna.

Polska polityka bezpieczeństwa wychodzi z założenia, że Rosja pozostaje bezpośrednim i długoterminowym zagrożeniem dla bezpieczeństwa euroatlantyckiego. Z tej perspektywy wsparcie ukraińskiej zdolności do obrony, rozbudowa wschodniej flanki oraz ograniczanie rosyjskich wpływów gospodarczych wzajemnie się uzupełniają.

Fico odwraca kolejność priorytetów. Nie neguje, że Rosja dokonała naruszenia prawa międzynarodowego, ale za jedno z najważniejszych zagrożeń uważa rozszerzenie konfliktu na NATO. Krytykuje strategię pokonania Rosji za pomocą wojskowego wspierania Ukrainy, przekonuje, że wojna nie ma rozwiązania militarnego i chce pozostawić otwarte kanały rozmów z Moskwą.

Dla Polski bezpieczeństwo Ukrainy jest silnie powiązane z bezpieczeństwem własnym. W retoryce Ficy Ukraina jest przede wszystkim sąsiadem, którego stabilność jest potrzebna Słowacji, ale którego wojna nie powinna - jego zdaniem - stawać się wojną Słowaków ani NATO.

To nie jest kosmetyczna różnica. To dwie odmienne oceny tego samego strategicznego problemu.

Ropa, gaz i granice pragmatyzmu

Polityki Ficy wobec Rosji nie da się zrozumieć bez energii.

Według Komisji Europejskiej jeszcze w 2025 roku ponad połowa importowanego przez Słowację gazu pochodziła z Rosji, a kraj pozostawał niemal całkowicie uzależniony od rosyjskiej ropy dostarczanej rurociągiem Przyjaźń. Istnieją alternatywne trasy i kryzys z 2026 roku pokazał, że dostawy nierosyjskiej ropy przez system Adria są technicznie możliwe, ale dotychczasowy model wciąż dawał Bratysławie silną motywację do obrony dostaw ze wschodu.

W kwietniu 2026 roku słowacki rząd zapowiedział skierowanie do Trybunału Sprawiedliwości UE sprawy dotyczącej unijnych regulacji kończących import rosyjskiego gazu i ropy. Fico argumentował, że rozwiązanie jest szkodliwe gospodarczo oraz że zostało przyjęte niewłaściwą procedurą.

Z jego perspektywy jest to pragmatyzm: państwo ma kupować energię tam, gdzie jest ona dostępna i korzystna gospodarczo. Krytycy odpowiadają, że ekonomiczna zależność od państwa prowadzącego wojnę przeciwko europejskiemu sąsiadowi sama staje się ryzykiem strategicznym.

Oba argumenty dotyczą realnych kosztów. Spór zaczyna się przy odpowiedzi na pytanie, które ryzyko powinno ważyć więcej.

A może Fico po prostu gra politycznie?

Nie da się wiarygodnie ustalić motywów polityka wyłącznie na podstawie jego publicznych deklaracji. Można natomiast zobaczyć kontekst.

Jesienią 2026 roku koalicja Ficy znalazła się pod presją wewnętrznych sporów. Pod koniec września jeden z partnerów koalicyjnych zagłosował razem z opozycją za odwołaniem ministra, a Smer publicznie wzywał koalicjantów do zakończenia konfliktów i utrzymania większości parlamentarnej.

To jednak za mało, by ogłaszać polityczny koniec Ficy. Jest jednym z najbardziej doświadczonych słowackich polityków, czterokrotnym premierem i od lat potrafi łączyć politykę krajową z tematami suwerenności, kosztów życia i relacji z Zachodem oraz Rosją.

Można natomiast stwierdzić coś bardziej konkretnego: jego rosyjska polityka nie jest pojedynczym wyskokiem. Tworzy spójny zestaw decyzji - ograniczenie państwowej pomocy wojskowej dla Ukrainy, sprzeciw wobec części sankcji i energetycznego odcinania Rosji, utrzymywanie dialogu z Moskwą, krytykę zachodniej strategii wojennej i coraz dalej idący sceptycyzm wobec mechanizmu odstraszania NATO.

Więc czy Słowacja wyłamuje się z solidarności NATO?

Formalnie - nie. Słowacja pozostaje członkiem NATO, deklaruje przestrzeganie traktatu, uczestniczy w strukturach Sojuszu i gości jego siły.

Politycznie sytuacja jest bardziej napięta. Fico publicznie kwestionuje pewność działania solidarności sojuszniczej, przedstawia neutralność jako atrakcyjną alternatywę i zastrzega, że nie dopuści do udziału Słowacji w konflikcie, który uzna za sprowokowany przez któregoś z sojuszników.

To nie jest jeszcze wypowiedzenie artykułu 5. Jest to jednak spór o coś, bez czego artykuł 5 traci część swojej siły: o przekonanie, że w chwili rzeczywistego ataku członkowie Sojuszu nie zaczną najpierw szukać powodów, aby pozostać z boku.

Najważniejsze pytanie nie brzmi więc: „Czy Fico jest prorosyjski?”. Brzmi: jak daleko państwo może odchodzić politycznie od wspólnej oceny zagrożenia, pozostając jednocześnie częścią systemu wspólnej obrony?

Polska i Słowacja pokazują dziś dwie odpowiedzi. Warszawa traktuje ograniczenie rosyjskiej zdolności do agresji jako inwestycję we własne bezpieczeństwo. Bratysława pod rządami Ficy coraz mocniej pyta, czy ceną tej strategii nie jest gospodarka, suwerenność i ryzyko bezpośredniego starcia z Rosją.

Traktat NATO jest ten sam. Geografia podobna. Diagnoza - coraz bardziej odmienna.

ŹRÓDŁA