Makroilustracja glinianej tabliczki z tajemniczymi rytami spoczywającej w ziemi, pod którą realistyczne warstwy osadu niemożliwie zbiegają się w jednym miejscu.
Artykuł

Tabliczki, które podzieliły archeologię

W 1924 roku na francuskim polu zaczęto odnajdywać przedmioty, które miały wywrócić historię europejskiego pisma. Największą sensację wzbudziły gliniane tabliczki pokryte nieznanymi znakami. Sto lat później zagadka Glozel wygląda jednak zupełnie inaczej niż w chwili odkrycia.

Na początku miało to być odkrycie, które zmieni podręczniki. Na niewielkim polu w środkowej Francji zaczęto odnajdywać gliniane tabliczki pokryte rzędami tajemniczych znaków. Jeżeli rzeczywiście pochodziły z neolitu, ich znaczenie byłoby ogromne. Mogłyby sugerować istnienie w Europie systemu pisma znacznie wcześniejszego, niż zakładały obowiązujące wówczas modele.

Tak narodziła się jedna z najgłośniejszych archeologicznych awantur XX wieku - sprawa Glozel.

Pole, które miało zmienić historię

Glozel to niewielki przysiółek należący do gminy Ferrières-sur-Sichon w departamencie Allier. W marcu 1924 roku na ziemi należącej do rodziny Fradin zaczęto odkrywać pierwsze nietypowe przedmioty.

Potem znalezisk przybywało. Pojawiały się gliniane cegły i tabliczki z rytami, kamienie, ceramika, przedmioty z kości, harpuny, figurki i naczynia z przedstawieniami ludzkich twarzy. Francuskie Musée d'Archéologie nationale podaje, że w ciągu ośmiu lat wydobyto ponad 2500 obiektów.

Największe emocje wzbudzały jednak tabliczki. Ich powierzchnię pokrywały szeregi znaków, które sprawiały wrażenie systematycznie zapisywanego alfabetu.

Antonin Morlet, lekarz, który zaangażował się w badania stanowiska i prowadził znaczną część wykopalisk, uważał, że Glozel może reprezentować niezwykle starą kulturę. Po jego stronie stanęli również niektórzy znani uczeni, między innymi Salomon Reinach.

Jeżeli interpretacja neolityczna byłaby prawdziwa, konsekwencje byłyby spektakularne. Pismo lub system znaków o takim wieku pojawiałby się w zachodniej Europie znacznie wcześniej, niż oczekiwano.

Naukowcy wybierają strony

Glozel szybko przestało być zwykłym stanowiskiem archeologicznym. Powstały dwa zwalczające się obozy: zwolennicy autentyczności znalezisk i badacze przekonani, że mają do czynienia z fałszerstwem albo przynajmniej z poważnie zafałszowanym stanowiskiem.

Spór wyszedł daleko poza specjalistyczne czasopisma. Trafił do prasy, stowarzyszeń naukowych, laboratoriów i sądów. Polemika była momentami niezwykle agresywna.

A jednak największym problemem Glozel nie były same emocje.

Był nim sposób prowadzenia wykopalisk.

Warto zapamiętać: w archeologii przedmiot bez wiarygodnie udokumentowanego miejsca i warstwy znalezienia traci dużą część swojej wartości jako dowód historyczny.

Najważniejszego dowodu brakowało

Dzisiejsze wykopaliska są dokumentowane niemal centymetr po centymetrze. Rejestruje się warstwy gleby, położenie każdego obiektu, relacje między znaleziskami i kolejność powstawania osadów.

W Glozel takiego systemu nie było. Musée d'Archéologie nationale zwraca uwagę na dużą liczbę osób uczestniczących w pracach, brak pełnego dziennika wykopalisk i brak skutecznej kontroli administracyjnej. W efekcie odtworzenie pierwotnego kontekstu wielu przedmiotów stało się niezwykle trudne.

To kluczowe. Nawet stary przedmiot nie musi bowiem potwierdzać istnienia starożytnego stanowiska w miejscu, w którym został znaleziony. Aby dowieść istnienia nieznanej kultury, potrzebny jest spójny zespół zabytków znajdujących się w wiarygodnym kontekście archeologicznym.

Kiedy do sporu weszła fizyka

W latach 70. zainteresowanie Glozel ponownie wzrosło dzięki termoluminescencji - metodzie umożliwiającej określanie czasu, jaki upłynął od ostatniego silnego ogrzania niektórych materiałów ceramicznych.

W 1974 roku Hugh McKerrell, Vagn Mejdahl, Henri François i Guy Portal opublikowali w czasopiśmie Antiquity wyniki badań kilku obiektów ceramicznych z Glozel. Dla badanych próbek uzyskano datowania mieszczące się w przybliżeniu między VII wiekiem p.n.e. a I wiekiem n.e.

Było to ważne, ponieważ przeczyło prostemu scenariuszowi, według którego wszystkie badane obiekty zostały wykonane tuż przed ich odkryciem w latach 20. XX wieku.

Nie potwierdzało jednak hipotezy neolitycznej. Nie dowodziło również, że wszystkie przedmioty z Glozel tworzą jeden autentyczny zespół ani że wyryte znaki są zapisem języka.

W 1977 roku T.W. Crawford przeanalizował statystycznie korpus inskrypcji z tabliczek. Badanie nie wykazało cech pozwalających rozpoznać w nich tekst zapisany w znanym języku naturalnym. Sama analiza językowa nie mogła także rozstrzygnąć autentyczności obiektów.

Powrót państwowych archeologów

W 1983 roku, na zlecenie francuskiego Ministerstwa Kultury, rozpoczęto nowy program badań Glozel. Archeolodzy przeprowadzili sondowania terenu, badania osadów oraz kolejne analizy laboratoryjne. Prace trwały w różnych formach do 1990 roku.

Ich podsumowanie opublikowano w 1995 roku w Revue archéologique du Centre de la France. Pełna, obszerna publikacja wyników ukazała się dopiero w 2023 roku pod redakcją Jeana Guilaine'a i Didiera Mialliera.

Współczesny obraz Glozel znacznie odbiega od sensacyjnej wizji z lat 20. Musée d'Archéologie nationale podsumowuje wyniki badań stwierdzeniem, że większość obiektów należy datować pomiędzy średniowieczem a XX wiekiem. Z kolei publikacja wyników prac prowadzonych na zlecenie Ministerstwa Kultury traktuje materiały z Glozel jako nieautentyczne w odniesieniu do postulowanego prehistorycznego zespołu.

Nie oznacza to koniecznie, że każdy przedmiot znajdujący się w kolekcjach Glozel został wykonany w jednym czasie przez jednego fałszerza. Właśnie odwrotnie - różnorodność dat jest częścią problemu. Kolekcja może obejmować przedmioty pochodzące z różnych okresów, a utracony kontekst wykopaliskowy bardzo utrudnia odtworzenie ich rzeczywistej historii.

Tajemnica została - tylko inna

Czy w Glozel istniał neolityczny alfabet, który wyprzedził znane systemy pisma w Europie o tysiące lat?

Dzisiejszy stan badań tego nie potwierdza.

Glozel pozostało jednak ważne. Nie jako dowód na zapomnianą cywilizację, lecz jako niezwykły epizod w historii archeologii. Pokazuje, jak ogromne znaczenie ma dokumentowanie kontekstu, jak łatwo spektakularna hipoteza może przejąć uwagę opinii publicznej i jak trudno po latach rozstrzygnąć spór, jeśli najważniejsze informacje zostały utracone już podczas pierwszych wykopalisk.

Ciekawostka: spór wokół Glozel był tak gwałtowny, że obejmował nie tylko publikacje naukowe, ale również procesy sądowe i satyryczne ataki między zwolennikami i przeciwnikami autentyczności znalezisk.

Największą zagadką Glozel nie jest więc dziś znaczenie tajemniczych znaków.

Jest nią to, jak bardzo historia niezwykłego odkrycia może się skomplikować, kiedy archeologia traci możliwość odpowiedzi na najprostsze pytanie: co dokładnie znaleziono, gdzie i w jakiej warstwie?

ŹRÓDŁA