200 euro za Kijów. 300 za Irpień i Buczę. 350 za Charków. Jesienią 2026 roku taki cennik można znaleźć w ofercie jednej z ukraińskich firm organizujących wyjazdy śladami trwającej wojny. Program obejmuje zniszczony sprzęt, miejsca uderzeń rakietowych, rozmowy ze świadkami i lokalnych przewodników. Inny operator prowadzi kilkugodzinne trasy przez Buczę, Irpień i Hostomel.
Nie mówimy o zwiedzaniu pola bitwy kilkadziesiąt lat po zakończeniu konfliktu. Mówimy o kraju, w którym nadal wyją alarmy przeciwlotnicze, a rakiety i drony uderzają również daleko od frontu.
To właśnie tu pojawia się problem: kiedy podróż do miejsca wojny jest próbą zrozumienia historii, a kiedy cudze cierpienie staje się atrakcją?
Wycieczka, podczas gdy wojna trwa
Ukraina jest dziś jednym z najbardziej widocznych przykładów zjawiska, które badacze określają między innymi jako hot war tourism - podróżowanie do kraju lub regionu, w którym działania wojenne jeszcze się nie zakończyły.
Oferty istnieją naprawdę. Jedna z działających firm reklamuje wyjazdy do Kijowa, Buczy, Irpienia i Charkowa. Inna opisuje trasę przez miejscowości na północny zachód od Kijowa, gdzie w pierwszych tygodniach pełnoskalowej rosyjskiej inwazji doszło do ciężkich walk, okupacji i zbrodni na ludności cywilnej.
Nie są to wyłącznie prywatne inicjatywy. Ukraińska Państwowa Agencja Rozwoju Turystyki rozwija projekt „Routes of Memory” - „Szlaki Pamięci”. Pierwsze oficjalne trasy obejmują miejsca związane z wojną w obwodach kijowskim i czernihowskim. Wśród nich znajdują się Bucza, Irpień, Hostomel, Borodzianka i Moszczun.
Ukraińska administracja bardzo wyraźnie próbuje przy tym odsunąć projekt od logiki zwykłej atrakcji turystycznej. Ma to być przestrzeń pamięci, dokumentowania zbrodni i odpowiedzialnego odwiedzania miejsc, które dla mieszkańców nie są scenerią z podróży, lecz częścią ich własnej traumy.
Warto zapamiętać: „turystyka wojenna” obejmuje bardzo różne zachowania - od odwiedzania muzeów i miejsc pamięci po podróżowanie do kraju, w którym nadal toczą się działania wojenne. Wrzucenie ich wszystkich do jednego worka zaciera najważniejsze różnice.
Ryzyko nie jest elementem scenografii
W przypadku Ukrainy określenie „strefa wojny” nie jest metaforą. Według danych ONZ w pierwszych ośmiu miesiącach 2026 roku zginęło co najmniej 2222 cywilów, a 13 058 zostało rannych. Łączna liczba cywilnych ofiar była już wtedy większa niż przez cały 2025 rok i o 55 procent wyższa niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.
Jeszcze pod koniec września ONZ informowała o kolejnych atakach na Kijów, Dniepr, Charków, Odessę, Sumy i Zaporoże. Brytyjskie MSZ w aktualizacji z 2 października 2026 roku nadal odradzało wszelkie podróże do większości Ukrainy, a do części zachodnich regionów - wszystkie podróże poza niezbędnymi.
To komplikuje popularną narrację o „bezpiecznym zwiedzaniu wojny”. Organizator może ominąć linię frontu, sprawdzić alarmy i przygotować schronienie, ale nie jest w stanie zamienić trwającej wojny w kontrolowaną atrakcję.
Pamięć czy cudze cierpienie na sprzedaż?
Nie każdy, kto jedzie do miejsca zniszczonego przez wojnę, szuka adrenaliny. Badania nad turystyką konfliktu wskazują bardzo różne motywacje: chęć zobaczenia skutków wojny bez medialnego filtra, solidarność, edukację, wolontariat, zainteresowanie historią, potrzebę oddania hołdu ofiarom - ale również poszukiwanie ryzyka i niezwykłego doświadczenia.
Podobnie działa druga strona tego rynku. Pieniądze wydawane na miejscu mogą trafiać do ukraińskich przewodników, przedsiębiorców i społeczności, a część organizatorów deklaruje przekazywanie wpływów na pomoc Ukrainie. Sama obecność gości może też utrwalać pamięć o zbrodniach i przeciwdziałać ich negowaniu.
Ale istnieje również granica, której nie da się rozwiązać dobrymi intencjami. Ruina domu może w jednej chwili stać się tłem do zdjęcia. Miejsce śmierci - „lokacją”. Opowieść ocalałego - elementem opłaconego pakietu. W epoce TikToka, YouTube'a i Instagrama dochodzi jeszcze nagroda w postaci zasięgu.
Badacze współczesnej turystyki wojennej zwracają uwagę właśnie na ten mechanizm: wojna może zostać przekształcona w doświadczenie do konsumowania i publikowania, nawet jeśli sam podróżny uważa swoją wizytę za edukacyjną.
Sarajewo i historia, która nadal nie jest wyrokiem
Najbardziej skrajnym przypadkiem przywoływanym w dyskusjach o turystyce wojennej jest dziś tak zwane „Sarajevo Safari”.
Najpierw trzeba oddzielić dwie rzeczy.
Faktem są zbrodnie popełniane podczas oblężenia Sarajewa. Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii ustalił, że cywile byli celowo ostrzeliwani przez siły Korpusu Sarajewsko-Romanijskiego Armii Republiki Serbskiej. Ludzie ginęli podczas jazdy tramwajem, zakupów, pogrzebów, pracy w ogrodach czy zwykłego przechodzenia ulicą. Generał Stanislav Galić został ostatecznie skazany na dożywocie za udział w kampanii ostrzału i snajperskiego terroru.
Osobną sprawą pozostaje „safari”. Według zeznań i relacji zebranych między innymi w filmie dokumentalnym Mirana Zupaniča z 2022 roku, zamożni cudzoziemcy mieli płacić za możliwość przyjazdu na pozycje wokół oblężonego miasta i strzelania do jego mieszkańców.
To oskarżenie jest obecnie traktowane poważnie przez organy śledcze, ale nie wolno przedstawiać go jako sądownie udowodnionego faktu.
W 2025 roku dochodzenie rozpoczęła prokuratura w Mediolanie. W 2026 roku włoskie media i Reuters informowały o kilku osobach objętych postępowaniem, przesłuchaniach oraz zabezpieczaniu materiałów podczas przeszukań. W czerwcu śledczy z Włoch, Bośni i Hercegowiny oraz Belgii koordynowali działania przy udziale Eurojustu.
Jednocześnie Reuters informował w czerwcu, że zebrany wówczas materiał był wciąż niewystarczający, aby prokuratorzy mogli wystąpić o skierowanie podejrzanych na proces. To ważna granica między istniejącym śledztwem a udowodnioną zbrodnią konkretnych osób.
Ciekawostka: w 2026 roku w czasopiśmie „Tourism Management” zaproponowano nawet osobne pojęcie dla takich zarzutów - „participatory atrocity tourism”, czyli turystyki, w której uczestnictwo w zbrodni miałoby być samym „produktem doświadczenia”. Autor wyraźnie zaznacza jednak, że materiały dotyczące Sarajewa są przedmiotem sporów i nie stanowią same w sobie dowodu, że opisywany proceder rzeczywiście funkcjonował w przedstawianej skali.
Jeżeli zarzuty dotyczące płatnego strzelania do cywilów zostałyby potwierdzone, trudno byłoby w ogóle mówić o turystyce w zwykłym znaczeniu. Turysta przestawałby być obserwatorem zbrodni. Stawałby się jej uczestnikiem.
Wojna przyciągała widzów dużo wcześniej
Ukraina nie jest pierwszą wojną, wokół której pojawili się przyjezdni chcący zobaczyć konflikt i jego skutki na własne oczy.
Jednym z najlepiej opisanych początków nowoczesnej turystyki pól bitewnych jest Waterloo w 1815 roku. Cywilni goście zaczęli pojawiać się na miejscu niemal natychmiast po bitwie. W kolejnych latach rozwinął się cały ekosystem przewodników, handlu wojennymi pamiątkami, publikacji dla podróżnych, pomników i muzeów. W XIX wieku Waterloo stało się jednym z najważniejszych celów podróży historycznych w Europie.
Później podobne zjawisko rosło wokół pól bitewnych wojny secesyjnej, wojny krymskiej i obu wojen światowych. Z czasem powstały pojęcia „battlefield tourism”, „dark tourism” i „thanatourism”.
Nowością Ukrainy nie jest więc sama ciekawość wojny. Różnica polega na czymś innym: turystyczny produkt powstaje jeszcze przed zakończeniem konfliktu, jest sprzedawany w internecie i natychmiast zamienia się w treść publikowaną w mediach społecznościowych.
A obok prywatnych wycieczek państwo ukraińskie już teraz próbuje budować oficjalny system pamięci o wydarzeniach, które historycznie jeszcze się nie skończyły.
To prowadzi do paradoksu. W Buczy można dziś spotkać mieszkańca idącego do pracy, rodzinę odwiedzającą grób i przyjezdnego z aparatem - kilka ulic od miejsc, w których w 2022 roku znaleziono ciała zamordowanych cywilów. Dla jednego to codzienność, dla drugiego żałoba, dla trzeciego doświadczenie podróży.
Turystyka wojenna nie narodziła się w Ukrainie. Wojny od dawna przyciągały obserwatorów. Dzisiejszy konflikt pokazuje jednak wyjątkowo wyraźnie, jak cienka potrafi być granica między pamięcią, świadectwem i edukacją a zamianą prawdziwej tragedii w produkt.
ŹRÓDŁA
- State Agency for Tourism Development of Ukraine - Routes of Memory
- WarTours Ukraine - aktualna oferta wycieczek wojennych
- Capital Tours Kyiv - Bucha, Irpin & Hostomel Tour
- ONZ - Protection of Civilians in Armed Conflict, August 2026
- UN Human Rights Monitoring Mission - sytuacja cywilów we wrześniu 2026
- UK Foreign, Commonwealth & Development Office - Ukraine travel advice
- Journal of Travel Research - Social Representations of War Tourism: A Case of Ukraine
- Tourism and Hospitality - Building Resilience in War-Torn Tourism Destinations Through Hot-War Tourism
- ICTY - wyrok apelacyjny w sprawie Stanislava Galicia i kampania ostrzału Sarajewa
- Reuters - stan włoskiego śledztwa dotyczącego domniemanej „sniper tourism” w Sarajewie
- Tourism Management - Conceptualising participatory atrocity tourism: Sarajevo's alleged „sniper tourism”
- Annals of Tourism Research - War and thanatourism: Waterloo 1815-1914
- University of Glasgow - początki turystyki pola bitwy pod Waterloo