Częściowo zaćmione Słońce nisko nad zachodnim horyzontem polskiego pola, obserwowane przez dwie osoby w specjalnych okularach, z pasem światła przechodzącym w subtelne kreskowanie dawnej ryciny astronomiczn
Artykuł

Wieczorne zaćmienie nad Polską

Dziś wieczorem nad Polską rozpocznie się częściowe zaćmienie Słońca. Godzina 19:10 jest poprawna, ale tylko jako początek zjawiska w pierwszych miejscach kraju - lokalne czasy różnią się o kilka minut. A dokładnie 372 lata temu, również 12 sierpnia, inne wielkie zaćmienie próbował obserwować Jan Heweliusz

Dziś około godziny 19:10 nad Polską rozpocznie się częściowe zaćmienie Słońca. To zdanie jest prawdziwe, ale wymaga jednego ważnego dopowiedzenia: 19:10 nie jest godziną początku zjawiska jednocześnie w całym kraju. Zaćmienie zacznie się o różnych porach zależnie od miejsca obserwacji, a różnica między poszczególnymi miastami wyniesie kilka minut.

W Gdańsku pierwszy kontakt nastąpi około 19:11, w Szczecinie 19:13, w Warszawie 19:14, w Poznaniu i Łodzi 19:15, we Wrocławiu około 19:17, a w Krakowie 19:18. Maksimum przypadnie mniej więcej między 19:56 a 20:09 czasu letniego CEST.

I tu zaczyna się najciekawsza część. To zaćmienie nie będzie rozgrywać się wysoko na niebie. Słońce będzie już zbliżało się do horyzontu. W wielu miejscach Polski schowa się za nim, zanim geometryczny koniec zaćmienia w ogóle nastąpi.

Gdzie patrzeć?

W Polsce zobaczymy wyłącznie zaćmienie częściowe. Pas całkowitości przebiega znacznie dalej na zachód i północ - przez część Rosji, Grenlandię, Islandię, północną Hiszpanię i niewielki fragment Portugalii. Tam obserwatorzy znajdą się na krótko w cieniu Księżyca. U nas część jasnej tarczy Słońca pozostanie widoczna przez cały czas.

Stopień zakrycia będzie jednak znaczny. W tabelach dla polskich miast widać wyraźną różnicę między południowym wschodem a zachodnią i północną częścią kraju. W Krakowie zakryte zostanie około 64 procent powierzchni tarczy Słońca, podczas gdy dla Poznania, Szczecina, Łodzi czy Gdańska wartości przekraczają 80 procent.

Warto zapamiętać: godzina 19:10 oznacza początek zaćmienia w pierwszych miejscach Polski. Dla własnej lokalizacji trzeba sprawdzić czas osobno.

Jeżeli chcemy zobaczyć jak najwięcej, ważniejszy od ciemnego miejsca z dala od lamp będzie tym razem odsłonięty zachodni horyzont. Słońce jest tak jasne, że zanieczyszczenie światłem nie przeszkadza w obserwacji zaćmienia. Przeszkodzą za to drzewa, budynki, pagórki i chmury dokładnie nad miejscem zachodu.

Dobre będą więc otwarte łąki, brzegi jezior, plaże, wysokie punkty widokowe i inne bezpieczne miejsca zapewniające szeroki widok na zachód. Warto pojawić się wcześniej i sprawdzić, czy w kierunku Słońca rzeczywiście nic nie zasłania kilku ostatnich stopni nieba nad horyzontem.

Najważniejsza rzecz: oczy

Zaćmienie nie sprawia, że światło widocznej części Słońca staje się bezpieczne. W Polsce nie nastąpi faza całkowita, dlatego podczas całego zjawiska do bezpośredniej obserwacji potrzebna jest odpowiednia ochrona.

Zwykłe okulary przeciwsłoneczne - nawet bardzo ciemne - nie są filtrem do patrzenia na Słońce. Do obserwacji gołym okiem służą specjalne okulary albo ręczne obserwatory słoneczne spełniające wymagania normy ISO 12312-2. Przed użyciem warto sprawdzić, czy filtr nie jest porysowany, rozdarty lub uszkodzony.

Szczególną ostrożność trzeba zachować przy lornetkach, teleskopach i aparatach. Skupiają one światło, dlatego nie wolno patrzeć przez nie na Słońce w zwykłych okularach zaćmieniowych. Odpowiedni filtr słoneczny musi być przeznaczony do danego instrumentu i zamontowany z przodu układu optycznego.

Nie masz okularów? Nadal możesz obserwować zjawisko. Jedną z najprostszych metod jest projekcja otworkowa. Mały otwór w kartonie może rzutować obraz Słońca na jasną powierzchnię. Patrzymy wtedy na projekcję, mając Słońce za plecami - nigdy przez sam otwór w kierunku Słońca.

Ciekawostka: podczas częściowego zaćmienia szczeliny między liśćmi drzew działają jak tysiące małych kamer otworkowych. Na ziemi mogą pojawić się dziesiątki obrazów sierpowatego Słońca.

12 sierpnia już raz przestraszył Polskę

Data dzisiejszego zaćmienia ma niezwykłe historyczne echo. Dokładnie 372 lata temu - 12 sierpnia 1654 roku - przez ziemie polskie przechodziło inne wielkie zaćmienie Słońca.

W XVII wieku zjawiska tego typu nie były już dla astronomów tajemnicą. Potrafiono przewidywać ich daty i wykonywano obserwacje naukowe. Dla dużej części społeczeństwa nagłe ciemnienie nieba nadal mogło jednak oznaczać znak nieszczęścia, wojny albo końca świata.

W Gdańsku do obserwacji przygotował się Jan Heweliusz. Astronom wyznaczał kolejne momenty zaćmienia i rzutował teleskopowy obraz Słońca na ekran. Wszystko przebiegało zgodnie z planem do momentu, gdy nad Gdańsk nadciągnęły gęste chmury. Najważniejszą część spektaklu niebo po prostu mu odebrało.

To wyjątkowo aktualna historia. Możemy mieć dokładniejsze zegary, prognozy numeryczne i aplikacje pokazujące pozycję Słońca z dokładnością do sekund, ale nawet w 2026 roku jedna chmura przy zachodnim horyzoncie potrafi zakończyć obserwację równie skutecznie jak 372 lata temu.

Zaćmienie z 1654 roku pojawia się również w historii literatury. Henryk Sienkiewicz wykorzystał motyw wielkiego zaćmienia w otwarciu Ogniem i mieczem, lecz umieścił je w 1647 roku. Historycy astronomii wskazują, że na ziemiach Rzeczypospolitej nie było wtedy takiego zjawiska, a opis najprawdopodobniej nawiązuje właśnie do zaćmienia z 1654 roku.

Zaćmienie, które pomogło Einsteinowi

Zaćmienia miały znaczenie nie tylko jako widowiska. Jedno z najbardziej znanych wydarzyło się 29 maja 1919 roku. Zespoły astronomów obserwowały wtedy gwiazdy widoczne w pobliżu zasłoniętego Słońca z Wyspy Książęcej i Sobral w Brazylii.

Cel był bardzo konkretny: sprawdzić, czy światło odległych gwiazd zostanie odchylone w polu grawitacyjnym Słońca w sposób przewidywany przez ogólną teorię względności Alberta Einsteina.

Wyniki stały się słynne jako jeden z pierwszych obserwacyjnych sukcesów teorii względności. W popularnych opowieściach mówi się czasem, że jedno zaćmienie „udowodniło Einsteina”. Historia jest bardziej interesująca. Zebrano kilka zestawów danych o różnej jakości, a ich późniejsza analiza stała się przedmiotem dyskusji historyków nauki. Zaćmienie z 1919 roku było ważnym testem i ogromnym sukcesem medialnym teorii - nie magicznym eksperymentem, który jednym pomiarem zakończył całą debatę.

Warto zapamiętać: zaćmienia pozwalają zobaczyć i mierzyć zjawiska zwykle ginące w blasku Słońca. Dlatego przez stulecia były nie tylko widowiskiem, ale również narzędziem astronomii.

A potem przyjdą Perseidy

Dzisiejszy wieczór ma jeszcze drugą część. Według NASA noc z 12 na 13 sierpnia przypada na maksimum roju Perseidów. Dodatkowo 12 sierpnia występuje nów Księżyca, więc jego blask nie będzie przeszkadzał w obserwacjach meteorów.

Nie należy oczekiwać, że Perseidy pojawią się natychmiast po zachodzie Słońca. Najpierw musi zrobić się naprawdę ciemno. Najlepiej wyjechać wtedy poza silnie oświetlone miasta, dać oczom około pół godziny na adaptację i patrzeć szeroko w niebo, zamiast w jeden konkretny punkt.

Można więc potraktować 12 sierpnia jako astronomiczny wieczór w dwóch aktach: najpierw nisko nad zachodnim horyzontem Księżyc przesunie się przed Słońcem, a kilka godzin później Ziemia będzie przecinać strumień drobin pozostawionych przez kometę Swift-Tuttle.

Dwa zupełnie różne mechanizmy. Jedna noc. I - jeśli pogoda pozwoli - bardzo dobry powód, żeby dziś choć na chwilę wyjść z domu i spojrzeć w niebo.

ŹRÓDŁA