Christopher Nolan nakręcił film o wojnie, powrocie do domu, winie i regułach, bez których społeczeństwo zaczyna się rozpadać. Tymczasem pierwsza wielka bitwa wokół jego „Odysei” rozpoczęła się nie na ekranie, lecz w internecie. Zanim film trafił do kin, dyskusję zdominowały nazwiska aktorów, kolor skóry, tożsamość płciowa i pytanie, czy jeden z najstarszych tekstów europejskiej kultury został właśnie przerobiony na produkt współczesnego progresywizmu.
Po premierze można wreszcie oddzielić trzy rzeczy: film Nolana, poemat Homera oraz to, co dopowiedziała do nich wojna kulturowa. I dopiero wtedy okazuje się, że prosta etykieta „woke Odyseja” wyjaśnia zaskakująco niewiele.
Najpierw przyszła wojna o casting
Lupita Nyong’o jako Helena Trojańska stała się jednym z głównych celów przedpremierowej krytyki. Zendaya zagrała Atenę, Elliot Page Sinona, a Travis Scott pojawił się jako bard. Dla części komentatorów te decyzje stanowiły dowód, że Nolan podporządkował mit współczesnej polityce reprezentacji.
Elon Musk należał do najbardziej rozpoznawalnych krytyków reżysera. Spór szybko wykroczył poza pytanie o artystyczną trafność castingu i zaczął funkcjonować jako kolejny front amerykańskiej wojny kulturowej.
Szczególnie pouczający był przypadek Elliota Page’a. Przed premierą rozpowszechniano pogłoskę, że aktor ma zagrać Achillesa. Wywołało to falę komentarzy jeszcze zanim informacja została zweryfikowana. Page nie gra Achillesa. W filmie występuje jako Sinon, Grek związany z podstępem konia trojańskiego.
Warto zapamiętać: część sporu o „progresywizm” filmu rozpoczęła się przed premierą, a przynajmniej jeden głośny zarzut dotyczył roli, której w rzeczywistości w filmie nie było.
Nolan odpowiadał na przedpremierową burzę dość konsekwentnie. Podkreślał, że dyskusje prowadzone przez ludzi, którzy filmu jeszcze nie widzieli, nie mogą decydować o sposobie, w jaki interpretuje materiał źródłowy. Jego deklarowanym zadaniem było nie muzealne odtworzenie Homera, lecz możliwie szczera własna adaptacja.
Potężne kino, mniej idealny Homer
Po odsunięciu politycznej otoczki zostaje film niezwykle trudny do zignorowania. „Odyseja” trwa 172 minuty, wykorzystuje wielkoformatowe zdjęcia Hoyte van Hoytemy i została w całości nakręcona kamerami filmowymi IMAX. Nolan buduje morze nie jako pocztówkowy pejzaż, ale jako ogromną, obojętną przestrzeń, w której człowiek szybko przestaje wyglądać jak bohater własnego mitu.
Matt Damon gra Odysseusza bardziej jako człowieka obciążonego wojną niż błyskotliwego awanturnika. To decyzja skuteczna dramatycznie, ale właśnie tutaj rozpoczyna się jedna z najciekawszych krytyk adaptacji. Homerycki Odysseusz jest mistrzem opowieści, fortelu, kłamstwa i języka. Nolan mocniej interesuje się jego ciężarem, pamięcią i moralnymi konsekwencjami przemocy.
W rezultacie film bywa jednocześnie monumentalny i zaskakująco ponury. Jego największą siłą pozostają skala, dźwięk, zdjęcia i fizyczność podróży. Słabiej wypadają momenty, w których Homer potrzebuje nie ogromnego ekranu, ale psychologicznej dwuznaczności i gry słów.
Nie jest to wyłącznie nasz problem z adaptacją. Wśród recenzentów pojawiały się zarówno głosy nazywające film jednym z największych osiągnięć Nolana, jak i zarzuty dotyczące nierównego tempa, chaosu w części scen akcji oraz spłaszczenia niektórych postaci. W połowie sierpnia film pozostaje jednak bardzo wysoko oceniany zarówno przez krytyków, jak i widzów.
Najbardziej „progresywna” idea ma tysiące lat
Najciekawszy element politycznej dyskusji nie dotyczy jednak koloru skóry Heleny. Dotyczy słowa xenia.
W świecie Homera xenia określała relację gospodarza i przybysza. Obcy znajdował się pod szczególną ochroną, a właściwe przyjęcie gościa nie było uprzejmym dodatkiem do życia społecznego. Było normą posiadającą wymiar religijny i moralny.
Nolan świadomie wynosi tę zasadę na pierwszy plan i mówi o niej w filmie jako o prawie Zeusa. Sam reżyser tłumaczył, że chodzi o regułę pozwalającą ludziom podróżować, handlować i zaufać obcym, gdy znajdują się poza własnym domem.
To otwiera drzwi do współczesnych interpretacji. Peter Swallow, były badacz klasyki i brytyjski parlamentarzysta Partii Pracy, odczytał film jako pochwałę świata opartego na wspólnych regułach i multilateralizmie. W jego interpretacji prawdziwie politycznym elementem „Odysei” nie jest casting, ale przekonanie, że cywilizacja rozpada się, gdy wspólnie uznawane normy przestają obowiązywać.
To ciekawa interpretacja, ale nadal interpretacja. Nie mamy podstaw, aby przedstawiać ją jako ukryte polityczne wyznanie Nolana. Co ważniejsze, sama xenia nie jest współczesnym dodatkiem wprowadzonym do Homera po to, aby nadać historii progresywny charakter. Gościnność i sposób traktowania obcych należą do podstawowych mechanizmów moralnych „Odysei”.
Ciekawostka: jedna z idei uznawanych dziś za najbardziej polityczny element filmu pochodzi z samego rdzenia homeryckiego świata, choć Nolan nadaje jej własny, współczesny akcent.
Film zbyt progresywny czy za mało progresywny?
Tu historia robi się naprawdę przewrotna. W czasie gdy część prawicy atakowała Nolana za różnorodny casting, część badaczy literatury antycznej zaczęła krytykować gotowy film z niemal przeciwnego kierunku.
Rachel Lesser, badaczka Homera publikująca na stronie Society for Classical Studies, chwaliła skalę filmu i sposób pokazania traumy wojennej, ale zarazem uznała, że Nolan pomniejszył znaczenie kobiecych postaci. Jej zdaniem Penelopa, Atena, Kirke czy Kalipso tracą część sprawczości obecnej w poemacie.
To istotny kontrapunkt. Różnorodność etniczna obsady nie oznacza automatycznie progresywności całej opowieści. Film może przełamywać współczesne hollywoodzkie oczekiwania dotyczące wyglądu postaci, a jednocześnie przedstawiać relacje płci w sposób bardziej zachowawczy niż tekst sprzed niemal trzech tysięcy lat.
Emily Wilson, ceniona tłumaczka „Odysei”, poszła jeszcze dalej. Krytykowała adaptację za spłycenie psychologii i etycznej złożoności poematu. Inni klasycyści bronili filmu, co uruchomiło kolejną dyskusję - tym razem nie o tym, czy casting jest wystarczająco „historyczny”, lecz o tym, ile wolności wolno dać adaptatorowi tekstu należącego do światowego kanonu.
Do tego dochodzi jeszcze inny zarzut, często pomijany w amerykańskiej wojnie o reprezentację: krytycy pochodzenia greckiego pytali, dlaczego tak ogromna i różnorodna obsada praktycznie nie obejmuje greckich aktorów. Można więc jednocześnie bronić prawa Nolana do nieetnicznego castingu i uznać pytanie o nieobecność współczesnych Greków za zasadne.
Więc czy „Odyseja” jest woke?
Jeśli przez „woke” rozumiemy po prostu obsadzanie aktorów bez próby dopasowania ich do współczesnego wyobrażenia etnicznego wyglądu bohaterów mitu, krytycy znajdą w filmie wystarczająco dużo materiału. Ale jest to bardzo wąska definicja.
Jeżeli pytamy o treść filmu, odpowiedź staje się trudniejsza. Nolan opowiada o rodzinie, obowiązku, odpowiedzialności za własne czyny, prawie gościnności, skutkach wojny i potrzebie istnienia wspólnych norm. Można z tego zbudować liberalną opowieść o otwartości i multilateralizmie. Można też zobaczyć bardzo starą historię o moralnym porządku, którego złamanie sprowadza katastrofę.
I prawdopodobnie właśnie w tej niejednoznaczności „Odyseja” działa najlepiej.
To nie progresywizm jest najbardziej interesującym problemem filmu. Najciekawsze jest to, jak łatwo współczesne plemiona polityczne próbują przejąć historię, która była interpretowana, przepisywana i opowiadana na nowo przez tysiące lat. Nolan nie zakonserwował Homera. Zrobił to, co kolejne epoki robiły z nim od starożytności - wykorzystał mit, aby zapytać własnych widzów o ich świat.
Nie każda jego odpowiedź przekonuje. Kobiece postaci mogły dostać więcej przestrzeni, a ponury Odysseusz Damona czasami traci tę niebezpieczną inteligencję, która czyni bohatera Homera tak fascynującym. Jednak jako doświadczenie kinowe „Odyseja” jest gigantyczna, świadoma swojej skali i wystarczająco niejednoznaczna, by po seansie spór był ciekawszy niż przed nim.
A to więcej, niż można powiedzieć o większości filmów, które wojna kulturowa próbuje rozstrzygnąć na podstawie listy obsady.
ŹRÓDŁA
- Universal Pictures - The Odyssey, oficjalna strona filmu
- Variety - Christopher Nolan o przedpremierowej krytyce castingu
- Al Jazeera - analiza kontrowersji wokół castingu i reprezentacji
- Rotten Tomatoes - przegląd recenzji The Odyssey
- Society for Classical Studies - Rachel Lesser o adaptacji Homera i kobiecych postaciach
- Los Angeles Times - Christopher Nolan o xenia i konstrukcji filmu
- The Guardian - Peter Swallow o politycznym odczytaniu xenia
- The Guardian - krytyka adaptacji przez Emily Wilson