Największa kontrowersja wokół nowej „Lalki” pojawia się jeszcze zanim zaczniemy oceniać kostiumy, aktorów czy dialogi. Trzeba najpierw odpowiedzieć na znacznie prostsze pytanie: czym właściwie miał być ten serial?
Jeżeli oczekiwaliśmy sześciu odcinków wiernie przenoszących na ekran powieść Bolesława Prusa, odpowiedź może być brutalna: nie tym. Netflix od początku przedstawiał produkcję Pawła Maślony jako „współczesną reinterpretację” klasyki. Twórcy zachowali świat XIX wieku, Wokulskiego, Izabelę Łęcką i zasadniczy konflikt między człowiekiem, który próbuje wejść do elity, a światem, którego nie można po prostu kupić. Jednocześnie świadomie zaczęli przesuwać bohaterów, relacje i akcenty.
I właśnie tutaj zaczyna się spór. Nie o to, czy serial różni się od książki. Różni się bezdyskusyjnie. Spór dotyczy tego, jak daleko można odejść od Prusa, zanim adaptacja zamieni się w zupełnie nową opowieść noszącą stare imiona.
Twórcy nigdy nie obiecywali wierności
Serial Pawła Maślony liczy sześć odcinków. Scenariusz napisali Paweł Demirski, Jagoda Dutkiewicz i sam Maślona. Jeszcze przed premierą było wiadomo, że klasyczna fabuła zostanie rozszerzona o nowe elementy, w tym wątki kryminalne, rodzinne tajemnice i konflikty stworzone specjalnie na potrzeby tej wersji historii.
Paweł Demirski mówił wręcz o pokazaniu swoistego rewersu wydarzeń znanych czytelnikom. Tomasz Schuchardt, czyli serialowy Stanisław Wokulski, zapowiadał z kolei, że wraz z rozwojem historii produkcja będzie coraz mocniej oddalać się od książki.
Warto zapamiętać: netfliksowa „Lalka” nie udaje ekranizacji 1:1. Kontrowersja dotyczy więc nie ukrywania zmian, lecz pytania, czy te zmiany zachowują sens powieści Prusa.
To ważne rozróżnienie. Można krytykować decyzje scenarzystów, ale trudno zarzucić im, że próbowali sprzedać widzom wierną rekonstrukcję, a po cichu stworzyli coś innego. Autorski charakter projektu był komunikowany przed premierą.
Wokulski i Łęcka po raz kolejny
Jednym z najmocniejszych elementów serialu są kreacje aktorskie - i paradoksalnie właśnie tutaj spór o wierność książce trochę traci znaczenie.
Tomasz Schuchardt nie próbuje kopiować Jerzego Kamasa ani żadnego wcześniejszego Wokulskiego. Jego bohater jest cięższy, bardziej fizyczny i miejscami niepokojący. Pod powierzchnią człowieka sukcesu cały czas widać jednak kogoś, kto bardzo potrzebuje akceptacji świata, do którego próbuje się dostać. To dobrze współgra z jednym z najważniejszych tematów Prusa: pieniądze pozwalają Wokulskiemu kupić bardzo wiele, ale nie dają mu automatycznie miejsca wśród ludzi, do których aspiruje.
Sandra Drzymalska ma zadanie jeszcze trudniejsze. Izabela Łęcka należy do tych postaci polskiej literatury, o których wiele osób ma wyrobioną opinię jeszcze przed rozpoczęciem seansu. Serial nie chce jednak pozostawić jej wyłącznie w roli pięknego obiektu obsesji Wokulskiego. Daje jej więcej podmiotowości, ambicji i możliwości działania.
I właśnie ta zmiana jest jednym ze źródeł napięcia między serialem a książką. Izabela z 2026 roku została wyraźnie przepuszczona przez współczesną wrażliwość. Nie chodzi o przeniesienie jej do XXI wieku - kostium i realia pozostają XIX-wieczne - lecz o sposób, w jaki scenariusz pozwala jej mówić o własnych potrzebach i walczyć o przestrzeń dla siebie.
Na drugim planie uwagę zwracają między innymi Jacek Braciak jako Tomasz Łęcki i Dariusz Chojnacki jako Ignacy Rzecki. Recenzje nie są zgodne w ocenie wszystkich ról, ale aktorstwo Schuchardta, Drzymalskiej i części obsady drugoplanowej należy do elementów, które stosunkowo często pojawiają się po stronie zalet serialu. :chatgpt-content-reference{index="1"}
Najgłośniejszy problem: jak oni mówią?
O wiele bardziej dzieli widzów język.
Bohaterowie żyją w XIX wieku, ale nie zawsze mówią tak, jak wyobrażamy sobie bohaterów XIX-wiecznej ekranizacji. Pojawiają się współczesne konstrukcje, potoczność i wulgaryzmy. Dla części publiczności taki zabieg natychmiast niszczy iluzję epoki. Jeżeli widz oczekuje świata zanurzonego w języku Prusa, może mieć wrażenie, że ktoś co chwilę otwiera drzwi salonu i wpuszcza do niego XXI wiek.
To właśnie wulgarny i uwspółcześniony język stał się jednym z najczęściej komentowanych elementów serialu po premierze. :chatgpt-content-reference{index="2"}
Ale można spojrzeć na ten zabieg inaczej. Twórcy nie próbują rekonstruować sposobu mówienia sprzed niemal półtora wieku. Próbują raczej osiągnąć u dzisiejszego widza podobny efekt emocjonalny: pokazać brutalność, śmieszność i hipokryzję świata, który pod eleganckim kostiumem wcale nie jest elegancki.
I tu nie ma obiektywnego rozstrzygnięcia. To decyzja artystyczna. Możemy uznać ją za trafne tłumaczenie Prusa na współczesny język albo za niepotrzebne dopisywanie teraźniejszości do autora, który świetnie radził sobie bez takiej pomocy.
Co właściwie zostało z Prusa?
Więcej, niż sugerowałaby lista fabularnych zmian.
Bo „Lalka” nigdy nie była wyłącznie historią mężczyzny zakochanego w kobiecie z wyższej klasy. Romans Wokulskiego i Łęckiej był dla Prusa sposobem pokazania społeczeństwa podzielonego przez pieniądze, pochodzenie, ambicję i status.
Pod tym względem serial pozostaje zaskakująco blisko powieści. Netflix sam przedstawia tę historię jako opowieść o cenie awansu społecznego, klasowych barierach, obsesji, potrzebie wolności i potędze pieniądza. :chatgpt-content-reference{index="3"}
Zmieniło się przede wszystkim natężenie poszczególnych tematów. Serial mocniej eksponuje pytanie o władzę w relacjach między kobietami i mężczyznami. Mocniej podkreśla też, że pieniądze nie są wyłącznie tłem wydarzeń - są narzędziem wpływu. Pozwalają ludziom otwierać drzwi, kupować czas, ratować pozycję i wymuszać zależności.
W efekcie „Lalka” Maślony może być fabularnie daleko od Prusa, a jednocześnie pozostawać blisko niektórych jego obserwacji społecznych.
Więc zdrada czy reinterpretacja?
Najuczciwsza odpowiedź brzmi: zależy, jakiego rodzaju wierności oczekujemy.
Jeżeli wierność oznacza zachowanie wydarzeń, charakterów postaci i relacji w możliwie niezmienionej formie, netfliksowa „Lalka” odchodzi od oryginału bardzo daleko. Sam scenarzysta Paweł Demirski mówi o świadomym przepisaniu i odwracaniu dobrze znanych elementów. :chatgpt-content-reference{index="4"}
Jeżeli jednak za ważniejsze uznamy pytania stojące pod powieścią - o klasę, pieniądze, awans, pozycję społeczną, miłość zmieszaną z potrzebą posiadania i świat, w którym jedni mają znacznie większą swobodę wyboru niż inni - wtedy podobieństwo staje się dużo wyraźniejsze.
I być może właśnie dlatego serial wzbudza tak silne reakcje. Nie jest szkolną „Lalką” przeniesioną na ekran. To współczesny autor wchodzący do świata Prusa i przestawiający w nim meble.
Czasem robi to efektownie. Czasem ostentacyjnie. Czasem można się zastanawiać, czy któregoś z mebli nie należało jednak zostawić na miejscu.
Ale trudno zarzucić tej wersji jedno: obojętność wobec materiału, z którym się mierzy. Ona nie próbuje Prusa zakonserwować. Próbuje się z nim pokłócić.
I dlatego warto oglądać ją właśnie jako polemikę z „Lalką”, a nie jej ekranowe streszczenie. Jeśli ktoś chce poznać książkę przed sprawdzianem czy maturą, serial nie zastąpi lektury - różnic jest po prostu zbyt wiele. Oryginalną powieść można bezpłatnie przeczytać w bibliotece Wolne Lektury.
ŹRÓDŁA
- Netflix - „Lalka”: informacje o serialu i założenia twórców
- Rzeczpospolita - Paweł Demirski o reinterpretacji „Lalki”
- Onet Kultura - Tomasz Schuchardt o zmianach względem powieści
- WP Film - kontrowersje wokół języka serialu
- Filmweb - recenzja serialu „Lalka” i ocena kreacji aktorskich
- Wolne Lektury - Bolesław Prus, „Lalka”