Średniowieczny pergamin z pieczęciami leży na stole archiwalnym, a unoszący się z niego atrament tworzy niepełną sylwetkę templariusza.
Artykuł

Mroczne tajemnice templariuszy

Templariuszy oskarżano o herezję, bluźniercze rytuały i kult tajemniczego idola. Później do ich historii dopisano Graala, gigantyczny skarb i tajne bractwa działające do dziś. Problem w tym, że prawdziwe dokumenty z procesu są jednocześnie mniej fantastyczne i znacznie bardziej niepokojące.

O świcie 13 października 1307 roku urzędnicy króla Francji ruszyli po templariuszy. W ciągu jednego dnia jeden z najsłynniejszych zakonów średniowiecza znalazł się w centrum operacji obejmującej aresztowania, przejmowanie majątku i przesłuchania. Zarzuty brzmiały jak katalog koszmarów chrześcijańskiej Europy: wyrzekanie się Chrystusa, znieważanie krzyża, niedozwolone praktyki seksualne i oddawanie czci tajemniczemu idolowi.

To właśnie z tych oskarżeń wyrósł obraz templariuszy jako strażników mrocznej wiedzy. Późniejsze stulecia dodały do niego Świętego Graala, Arkę Przymierza, niezmierzony skarb, podziemne wykopaliska w Jerozolimie i organizacje działające w ukryciu aż do współczesności.

Problem zaczyna się wtedy, gdy legendę zestawimy z aktami.

Zakon, który miał chronić pielgrzymów

Początki templariuszy nie są znane tak dokładnie, jak może sugerować późniejsza legenda. Zakon powstał w Jerozolimie około 1119 roku, a jego wczesnym zadaniem była ochrona chrześcijańskich pielgrzymów w państwach krzyżowych. Z czasem niewielkie bractwo przekształciło się w międzynarodową organizację religijno-wojskową.

Templariusze składali śluby właściwe życiu zakonnemu, ale jednocześnie tworzyli elitarną siłę militarną. Dysponowali domami i majątkami w wielu częściach Europy oraz na Bliskim Wschodzie. Dzięki przywilejom papieskim odpowiadali bezpośrednio przed papieżem, co ograniczało kontrolę lokalnych władz.

Ich potęga nie wynikała jednak wyłącznie z mieczy.

Rozbudowana sieć komandorii pozwalała zakonowi przyjmować depozyty, przeprowadzać płatności między odległymi miejscami, zabezpieczać dokumenty i kosztowności oraz udzielać kredytów. Londyński Temple obsługiwał między innymi finanse królów i możnych. Nazywanie templariuszy po prostu „wynalazcami bankowości” byłoby przesadą, ale ich działalność finansowa jest dobrze udokumentowana.

Warto zapamiętać: pojedynczy templariusz składał ślub ubóstwa, ale zakon jako instytucja mógł zarządzać ogromnym majątkiem.

Bafomet z sali przesłuchań

Po utracie Akki w 1291 roku zakon stracił główną bazę działalności w Ziemi Świętej. W tym samym czasie jego wpływy, majątek i wyjątkowy status pozostawały ogromne. Król Francji Filip IV prowadził kosztowną politykę, miał za sobą konflikty finansowe i polityczne, a niezależny zakon stanowił potężną instytucję działającą wewnątrz jego królestwa.

13 października 1307 roku rozpoczęły się aresztowania. Następnie pojawiły się zeznania o rzekomych tajnych rytuałach templariuszy.

Bracia mieli podczas przyjęcia do zakonu wyrzekać się Chrystusa, znieważać krzyż i uczestniczyć w zakazanych praktykach. Pytano również o tajemniczą głowę lub idola. W materiałach z procesu pojawiają się jednak bardzo różne opisy: brodata głowa, przedmiot o kilku twarzach, wizerunek wykonany z różnych materiałów i nazwy interpretowane jako odniesienia do „Bafometa”.

Nie powstaje z nich czytelny portret jednego rzeczywiście istniejącego bóstwa templariuszy.

Jeszcze większym problemem jest sposób zdobywania części zeznań. We Francji wobec więźniów stosowano tortury. W takich warunkach samo istnienie zeznania nie może być traktowane tak samo jak niezależny dowód materialny.

Ciekawostka: Bafomet znany ze współczesnej ikonografii okultystycznej - uskrzydlona postać z głową kozła - pochodzi z XIX wieku. Nie jest średniowiecznym wizerunkiem znalezionym w templariuszowskiej komandorii.

Dokument, który komplikuje wyrok

Jednym z najważniejszych dokumentów dla zrozumienia procesu jest pergamin z Chinon, zachowany w archiwach papieskich. Dotyczy przesłuchania najwyższych dostojników zakonu w sierpniu 1308 roku przez kardynałów działających z upoważnienia Klemensa V.

Po zeznaniach, wyrażeniu skruchy i otrzymaniu rozgrzeszenia Jacques de Molay oraz inni przywódcy zostali przywróceni do jedności z Kościołem. Nie jest to jednak dokument stwierdzający w prosty sposób, że wszystkie zarzuty wobec wszystkich templariuszy były fałszywe. Pokazuje coś bardziej interesującego: sytuacja prawna i religijna przywódców była znacznie bardziej złożona, niż sugeruje legenda o papieżu jednoznacznie demaskującym „heretycki zakon”.

Klemens V znalazł się pomiędzy własną jurysdykcją nad zakonem a ogromną presją francuskiej monarchii.

W 1312 roku zakon został ostatecznie rozwiązany bullą Vox in excelso. Ważny szczegół często ginie w skróconych wersjach tej historii: nie nastąpiło to poprzez ostateczny sądowy wyrok uznający cały zakon za heretycki. Papież zastosował administracyjne rozwiązanie, wskazując między innymi na skandal, podejrzenia i praktyczną niemożność dalszego funkcjonowania zakonu.

Templariusze zniknęli jako instytucja. Proces jednak jeszcze się nie skończył.

W marcu 1314 roku Jacques de Molay i Geoffroi de Charney zostali uznani za zatwardziałych, powracających heretyków po odwołaniu wcześniejszych zeznań i spaleni na stosie w Paryżu.

Gdzie zniknął skarb?

To pytanie uruchomiło prawdopodobnie najpotężniejszą gałąź templariuszowskiej mitologii.

Skoro zakon był bogaty, a akcja przeciwko niemu miała być przeprowadzona z zaskoczenia, późniejsza wyobraźnia łatwo dopisała kolejne założenie: templariusze musieli wcześniej wywieźć najcenniejsze skarby.

Tyle że bogactwo zakonu nie oznaczało magazynu pełnego złotych skrzyń. Znaczną jego część stanowiły ziemie, budynki, prawa, dochody, wierzytelności, zwierzęta i wyposażenie rozsiane po rozległej sieci posiadłości.

Nie istnieje wiarygodny średniowieczny materiał dowodzący, że templariusze dysponowali sekretnym skarbem obejmującym Świętego Graala albo Arkę Przymierza. Nie ma również dowodu, że podczas pobytu na Wzgórzu Świątynnym odkryli dokumenty mające zmieniać historię chrześcijaństwa.

Takie opowieści rozkwitały szczególnie w znacznie późniejszej literaturze ezoterycznej i pseudohistorycznej.

Najbardziej trwały sekret templariuszy

Równie kusząca jest opowieść o zakonie, który formalnie zniknął, ale naprawdę przetrwał w ukryciu - na przykład w Szkocji, w tajnych bractwach albo późniejszej masonerii.

Można wskazać późniejsze organizacje, rytuały i tradycje świadomie odwołujące się do symboliki templariuszy. To jednak coś zupełnie innego niż udokumentowana ciągłość organizacyjna od średniowiecznego Zakonu Świątyni.

Podobnie jest z przesądem dotyczącym piątku trzynastego. Francuskich templariuszy rzeczywiście aresztowano w piątek 13 października 1307 roku. Nie ma jednak dobrych podstaw, by uznawać ten dzień za historyczne źródło współczesnego przesądu. Połączenie piątku i trzynastego jako szczególnie pechowej daty jest poświadczone znacznie później.

Warto zapamiętać: najbardziej spektakularne legendy templariuszy są zwykle najsłabiej udokumentowane. Najmocniejsze źródła prowadzą nie do magicznego skarbu, lecz do polityki, pieniędzy, tortur, prawa i walki o władzę.

I właśnie dlatego historia templariuszy nie potrzebuje Graala, żeby być mroczna. Realna opowieść dotyczy potężnej instytucji, procesu opartego częściowo na wymuszonych zeznaniach, monarchy bezwzględnie wykorzystującego oskarżenia oraz papieża próbującego zachować kontrolę nad sprawą, której polityczna dynamika wymykała mu się z rąk.

Kilkaset lat później to nie dokumenty, ale tajemnica stała się największym dziedzictwem templariuszy. Każda luka pozwalała dopisać kolejny rozdział.

Być może więc ich najbardziej niezwykłym „sekretem” jest ten, którego sami nigdy nie zaplanowali: zakon zlikwidowany w XIV wieku okazał się niemal niemożliwy do zabicia w zbiorowej wyobraźni.

ŹRÓDŁA