Taos Hum: dźwięk bez źródła
Artykuł

Taos Hum: dźwięk bez źródła

Mieszkańcy Taos słyszeli nocą buczenie przypominające odległy silnik. Naukowcy mierzyli dźwięk, drgania gruntu i pola elektromagnetyczne, lecz nie znaleźli wspólnego źródła. Po ponad 30 latach zagadka coraz częściej prowadzi nie ku globalnemu infradźwiękowi, ale w stronę ludzkiego układu słuchowego.

Nocą w Taos niektórzy mieszkańcy słyszeli jednostajne buczenie, przypominające odległy silnik diesla. Dźwięk przenikał do sypialni, utrudniał sen i miał pozostawać słyszalny nawet po zatkaniu uszu. Najbardziej niepokojący szczegół był zarazem najprostszy: większość ludzi znajdujących się w tym samym miejscu nie słyszała niczego.

Fenomen nazwano Taos Hum, a po polsku bywa określany jako „Głos z Taos”. Nie był to jednak głos ani jeden zarejestrowany sygnał. Była to grupa podobnych relacji, którym przez ponad trzy dekady przypisywano źródła przemysłowe, geologiczne, wojskowe, elektromagnetyczne i medyczne.

Dziś najmocniejsze dane nie potwierdzają istnienia jednego globalnego infradźwięku. Nie pozwalają też uznać każdego przypadku za tinnitus. Coraz wyraźniej widać za to inną możliwość: pod jedną nazwą ukryło się kilka różnych zjawisk.

Buczenie wychodzi z ukrycia

Jedną z pierwszych osób, które publicznie opisały problem w Taos, była Catanya Saltzman. Jej list ukazał się 19 marca 1992 roku w lokalnej gazecie „Taos News”. Po publikacji zgłosili się kolejni mieszkańcy. Opisywali pulsujące, niskie brzmienie, najczęściej porównywane z pompą, traktorem albo ciężarówką pracującą na wolnych obrotach.

Sprawa dotarła do przedstawicieli Nowego Meksyku w Kongresie Stanów Zjednoczonych. Wiosną 1993 roku rozpoczęto otwarte badanie z udziałem University of New Mexico, Los Alamos National Laboratory, Sandia National Laboratories i Phillips Air Force Laboratory.

Do 8000 mieszkańców Taos i sąsiednich miejscowości wysłano ankiety. Odpowiedziało 1440 osób, z których 161 zakwalifikowano jako słyszące buczenie. Badacze ocenili, że stanowiło to co najmniej około 2 procent badanej populacji, ale założenie opierało się na przypuszczeniu, że odpowiedzieli wszyscy dotknięci zjawiskiem. Nie był to więc precyzyjny pomiar częstości występowania.

Dziesięć osób wzięło udział w testach dopasowywania dźwięku. Osiem potrafiło odtworzyć słyszany ton w dość powtarzalny sposób. Wybierane częstotliwości mieściły się pomiędzy 32 a 80 Hz, a pulsowanie miało rytm od 0,5 do 2 Hz.

Ten wynik burzy jedną z najpopularniejszych opowieści. Infradźwiękiem nazywa się zazwyczaj fale o częstotliwości niższej niż 20 Hz. Ton dopasowany przez mieszkańców Taos znajdował się głównie powyżej tej granicy. Był bardzo niski, ale nie był typowym infradźwiękiem.

Śledztwo bez sygnału

Zespół rozstawił urządzenia do pomiaru dźwięku, drgań gruntu i pól elektromagnetycznych. Zbudowano nawet specjalny, bardzo czuły mikrofon przeznaczony do niskich częstotliwości. Pomiary prowadzono również wtedy, gdy uczestnicy twierdzili, że buczenie jest obecne.

Nie zarejestrowano nietypowego sygnału akustycznego, który odpowiadałby zgłoszeniom. Geofony wykrywały zwykłe tło, a nie tajemnicze wibracje podłoża. Odnotowane pola elektromagnetyczne można było powiązać między innymi z liniami energetycznymi, wyładowaniami atmosferycznymi i znanymi nadajnikami.

Brak zapisu nie dowodził, że mieszkańcy kłamali. Pokazywał jedynie, że w czasie badania nie wykryto wspólnego, fizycznego źródła. Niskie częstotliwości bywają trudne do lokalizacji, a pomieszczenia mogą je wzmacniać lub osłabiać. Z drugiej strony odpowiednio silny, stały sygnał powinien pozostawić ślad w pomiarach wykonanych sprzętem zaprojektowanym właśnie do tego zakresu.

Dziesięć lat później badanie podobnego zjawiska w Kokomo w stanie Indiana przyniosło inny rezultat. Znaleziono tam tony o częstotliwości 10 i 36 Hz, pochodzące odpowiednio ze sprężarek oraz przemysłowej wieży chłodniczej. Po wyciszeniu urządzeń sygnały zniknęły z pomiarów. Część mieszkańców odczuła poprawę, ale większość nadal zgłaszała dolegliwości.

Kokomo stało się ważnym ostrzeżeniem przed jedną, wygodną odpowiedzią. Rzeczywisty hałas przemysłowy może istnieć równocześnie z wrażeniami, których nie wyjaśnia jego usunięcie.

Dźwięk wytwarzany przez układ słuchowy

Tinnitus, czyli szum uszny, to odczuwanie dźwięku bez odpowiadającego mu zewnętrznego źródła. Nie musi przypominać wysokiego pisku. Może mieć postać szumu, dudnienia, klikania, pulsowania albo niskiego buczenia.

Wrażenie nie musi też znajdować się „w uchu”. Mózg potrafi umiejscowić fantomowy dźwięk w pokoju, za ścianą lub gdzieś w oddali. Przy niskich częstotliwościach kierunek sygnału jest trudniejszy do ustalenia, a odbicia od ścian dodatkowo ograniczają wskazówki przestrzenne.

W 2016 roku Friedrich G. Frosch przeanalizował ankiety osób zgłaszających fenomen Hum. Zależność od ruchów głowy oraz zmiany pod wpływem innych dźwięków wskazywały, że w wielu przypadkach zjawisko może mieć związek ze ślimakiem i narządem równowagi. Była to jednak analiza relacji uczestników, a nie bezpośredni pomiar źródła.

Znacznie dokładniejsze badanie opublikowano 27 marca 2026 roku w „PLOS One”. Naukowcy przebadali 28 osób słyszących niewyjaśnione niskie dźwięki. Mediana dopasowanej częstotliwości wyniosła 50 Hz.

Pierwsza hipoteza zakładała, że uczestnicy mają wyjątkowo czuły słuch w zakresie niskich tonów. U większości progi słyszenia znajdowały się jednak w typowym zakresie. Pojedyncze osoby rzeczywiście wykazywały nietypową wrażliwość, ale nie tłumaczyło to całej grupy.

Druga hipoteza dotyczyła samoistnych emisji otoakustycznych. Są to bardzo słabe dźwięki wytwarzane przez ślimak zdrowego ucha, które można zarejestrować czułym mikrofonem w przewodzie słuchowym. Badacze nie znaleźli takich emisji w zakresie odpowiadającym zgłaszanemu buczeniu.

„Wygląda na to, że tych doznań nie da się wyjaśnić jednym mechanizmem” - badacze „PLOS One”, tłumaczenie własne.

Autorzy uznali niskoczęstotliwościowy tinnitus za dobre wyjaśnienie wielu przypadków, w których nie ma zewnętrznego źródła. Nie badali jednak tinnitus bezpośrednio, a próba obejmowała tylko 28 osób rekrutowanych między innymi poprzez grupę internetową poświęconą temu fenomenowi. Wynik jest mocnym tropem, nie ostatecznym rozwiązaniem.

Nie istnieje jeden globalny Hum

Relacje o buczeniu napływały z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Norwegii, Kanady, Stanów Zjednoczonych i innych państw. Samo podobieństwo opisów nie dowodzi jednak, że wszystkie osoby odbierają tę samą falę okrążającą planetę.

Niskie buczenie może pochodzić z wentylacji, pomp, transformatorów, sprężarek, ruchu drogowego albo urządzeń pracujących w sąsiednim budynku. Może być wzmacniane przez rezonans pomieszczenia. U innej osoby podobne wrażenie może wywołać tinnitus, niedosłuch, problem w obrębie ucha, stawu szczękowego lub układu naczyniowego.

To również wyjaśnia, dlaczego znalezienie „źródła Hum” tak często kończy się niepowodzeniem. Poszukiwany jest jeden nadajnik, choć uczestnicy mogą doświadczać kilku odmiennych zjawisk o podobnym brzmieniu.

Rozstrzygający test wymagałby jednoczesnego prowadzenia skalibrowanych pomiarów akustycznych i infradźwiękowych, dokładnego zapisywania chwil, w których uczestnik słyszy ton, oraz badań audiologicznych. Trzeba byłoby również sprawdzić, czy wrażenie zmienia się po opuszczeniu miejsca, wyłączeniu podejrzanego urządzenia albo zastosowaniu kontrolowanego dźwięku maskującego.

Warto zapamiętać: Taos Hum jest nazwą doświadczenia, a nie potwierdzonego, pojedynczego sygnału o globalnym zasięgu.

Kiedy buczenie wymaga konsultacji

Osoba słysząca uporczywy ton może zanotować porę, miejsce, warunki pogodowe i pracę pobliskich urządzeń. Pomocne bywa sprawdzenie, czy dźwięk ustępuje w innym budynku lub poza daną okolicą. Nagranie telefonem nie rozstrzyga sprawy, ponieważ wbudowany mikrofon może słabo rejestrować najniższe częstotliwości.

Utrzymujący się, jednostronny albo pulsujący w rytm serca szum powinien zostać oceniony przez lekarza. Znaczenie mają również współistniejący niedosłuch, zawroty głowy, ból oraz objawy, które pojawiły się nagle. Diagnostyka może obejmować badanie laryngologiczne i ocenę słuchu.

Tekst ma charakter popularnonaukowy i nie zastępuje konsultacji medycznej.

Po ponad 30 latach „Głos z Taos” pozostaje zagadką tylko wtedy, gdy oczekujemy jednego rozwiązania. Dowody nie wskazują na wspólny, planetarny infradźwięk. Pokazują raczej mieszaninę prawdziwego hałasu środowiskowego, indywidualnej wrażliwości oraz dźwięków powstających w układzie słuchowym.

ŹRÓDŁA