Najgroźniejszy scenariusz dotyczący antybiotyków nie zaczyna się od nieznanej choroby. Zaczyna się od zakażenia, które jeszcze niedawno można było wyleczyć kilkoma tabletkami, lecz tym razem bakteria nie reaguje na lek. Lekarz sięga po drugą substancję, potem po trzecią. Każda kolejna może być droższa, bardziej toksyczna albo mniej dostępna.
Właśnie przed takim światem ostrzegał opublikowany w maju 2016 roku raport Tackling Drug-Resistant Infections Globally, przygotowany przez zespół kierowany przez brytyjskiego ekonomistę Jima O’Neilla. Dokument zapisał się w pamięci jedną liczbą: do 2050 roku oporność drobnoustrojów na leki mogłaby prowadzić nawet do 10 milionów zgonów rocznie. Po dekadzie możemy już sprawdzić, czy był to trafny alarm, czy liczbowy skrót, który zaczął żyć własnym życiem.
Raport, który uruchomił zegar
Przegląd O’Neilla został zamówiony w 2014 roku przez rząd Wielkiej Brytanii i wsparty przez Wellcome Trust. Nie kierował nim mikrobiolog, lecz ekonomista. To było zamierzone: oporność na leki przeciwdrobnoustrojowe miała zostać pokazana nie tylko jako problem lekarzy, lecz także jako zagrożenie dla gospodarki, handlu, bezpieczeństwa żywnościowego i stabilności systemów ochrony zdrowia.
W raporcie oszacowano, że bez skutecznych działań do 2050 roku zagrożonych może być 10 milionów istnień ludzkich rocznie, a skumulowana strata światowej produkcji gospodarczej może sięgnąć 100 bilionów dolarów. Autorzy podkreślali również, że antybiotyki podtrzymują znaczną część współczesnej medycyny: pozwalają bezpieczniej wykonywać operacje jelit, wszczepiać protezy stawów, przeprowadzać cesarskie cięcia i stosować terapie obniżające odporność, w tym chemioterapię.
Ciekawostka: raport przeliczał swój najgorszy scenariusz na jeden zgon co trzy sekundy. Ten obraz zapamiętano znacznie lepiej niż założenia modelu, z którego pochodził.
Tu potrzebne jest ważne zastrzeżenie. Liczba 10 milionów nie była pomiarem ani precyzyjną przepowiednią. Była scenariuszem opartym na dostępnych wówczas danych, ekstrapolacjach i założeniu, że oporność będzie rosła, a świat nie wdroży skutecznej odpowiedzi. Jeszcze w 2016 roku autorzy komentarza opublikowanego w „PLOS Medicine” wskazywali, że globalne dane dotyczące częstości zakażeń, poziomu oporności i nadmiarowej śmiertelności były zbyt niepełne, aby tak odległą prognozę traktować jak pewnik.
Ich krytyka nie brzmiała: „problemu nie ma”. Brzmiała raczej: problem jest ogromny, lecz alarmująca liczba bez wyraźnego pokazania niepewności może utrudniać uczciwą rozmowę.
Co właściwie staje się odporne
Wbrew potocznemu sformułowaniu to nie człowiek uodparnia się na antybiotyk. Odporność rozwijają bakterie. W ich populacji mogą pojawiać się mutacje albo geny pozwalające unieszkodliwić lek, wypompować go z komórki, zmienić cel jego działania lub zbudować barierę utrudniającą przenikanie substancji.
Kiedy podajemy antybiotyk, tworzymy presję selekcyjną. Bakterie wrażliwe giną lub przestają się rozmnażać. Te, które dysponują skutecznym mechanizmem obronnym, mają większą szansę przetrwać. Mogą następnie przekazywać odporność swoim potomkom, a niektóre geny także innym bakteriom.
Sam proces ewolucji oporności jest naturalny. Działalność człowieka może go jednak przyspieszać. Dzieje się tak między innymi wtedy, gdy antybiotyki są stosowane bez potrzeby, podawane przy infekcjach wirusowych, używane w niewłaściwej dawce lub zbyt długo, a także gdy trafiają w dużych ilościach do hodowli zwierząt i środowiska. Problemem jest jednocześnie przeciwna skrajność: w wielu regionach świata ludzie nie mają dostępu do właściwej diagnostyki ani skutecznego antybiotyku wtedy, gdy naprawdę go potrzebują.
Warto zapamiętać: antybiotyk nie „uczy” pojedynczej bakterii odporności. Usuwa przede wszystkim bakterie wrażliwe i pozostawia więcej miejsca tym, które już potrafią przetrwać albo zdobędą odpowiedni gen.
Nowsze dane nie dają ulgi
Współczesne analizy próbują rozdzielać dwa różne sposoby liczenia skutków oporności. Zgony przypisywane bezpośrednio AMR to nadmiarowe zgony, których można byłoby uniknąć, gdyby zakażenie wywołała bakteria wrażliwa na lek. Zgony związane z AMR obejmują wszystkie przypadki, w których pacjent zmarł z infekcją wywołaną przez oporny patogen, nawet jeśli oporność nie była jedyną przyczyną śmierci.
Analiza Global Research on Antimicrobial Resistance opublikowana w 2024 roku w „The Lancet” oszacowała, że w 2021 roku bakteryjna oporność na leki była bezpośrednio odpowiedzialna za około 1,14 miliona zgonów i była związana z około 4,71 miliona zgonów. Według prognozy na 2050 rok liczba zgonów przypisywanych bezpośrednio oporności może wzrosnąć do około 1,91 miliona rocznie, a liczba zgonów z nią związanych do około 8,22 miliona rocznie.
Badacze oszacowali również, że od 2025 do 2050 roku bakteryjna AMR może bezpośrednio spowodować ponad 39 milionów zgonów. To mniej niż powtarzane mechanicznie „10 milionów każdego roku”, ale nie jest to uspokajający wynik. Obie prognozy powstały innymi metodami, obejmują częściowo inne kategorie i nie powinny być zestawiane jak dwa odczyty tego samego termometru.
WHO dołożyła do tego obraz oparty na danych laboratoryjnych. W raporcie opublikowanym w 2025 roku oszacowała, że w 2023 roku około jedna na sześć potwierdzonych laboratoryjnie infekcji bakteryjnych objętych analizą była oporna na stosowane leczenie. W ponad 40 procentach monitorowanych połączeń patogenu i antybiotyku oporność rosła między 2018 a 2023 rokiem, przeciętnie o 5–15 procent rocznie.
O’Neill mógł przeszacować pewność jednej liczby, ale nie pomylił się co do kierunku zagrożenia.
Długoterminowy rachunek
Mniej bezpieczna rutyna medyczna
Antybiotyki są zabezpieczeniem, którego pacjent często nawet nie zauważa. Chronią przed zakażeniami po operacjach, urazach, porodach zabiegowych i procedurach z użyciem implantów. Są niezbędne u osób z osłabionym układem odpornościowym, na przykład podczas chemioterapii lub po przeszczepie.
Jeżeli standardowe leki przestają działać, nie oznacza to natychmiastowego końca chirurgii. Oznacza jednak więcej powikłań, dłuższe hospitalizacje, większą potrzebę izolowania pacjentów, stosowanie leków rezerwowych i rosnące ryzyko, że część procedur przestanie być rutynowa.
Droższe i trudniejsze leczenie
Zakażenie oporną bakterią może wymagać leczenia dożylnego zamiast tabletek, użycia kilku leków naraz albo substancji o większym ryzyku działań niepożądanych. Pacjent dłużej pozostaje w szpitalu, częściej potrzebuje intensywnego nadzoru, a system ochrony zdrowia ponosi dodatkowe koszty diagnostyki, izolacji i opieki.
Do rachunku należy dodać utracone dni pracy, opiekę członków rodziny i spadek produktywności. Właśnie dlatego O’Neill patrzył na AMR jak ekonomista: skutki nie zatrzymują się przy drzwiach oddziału zakaźnego.
Wyścig, którego rynek nie lubi
Nowy antybiotyk powinien być używany oszczędnie, aby jak najdłużej zachować skuteczność. Z punktu widzenia zdrowia publicznego to rozsądne. Z punktu widzenia klasycznego modelu sprzedaży leków oznacza jednak ograniczony przychód. Firma inwestuje przez lata w badania, a po rejestracji słyszy, że nowy produkt ma pozostać w rezerwie.
Raport O’Neilla proponował więc zmianę systemu zachęt: finansowanie badań niezależne od liczby sprzedanych dawek, nagrody za wprowadzenie naprawdę potrzebnych leków, globalny fundusz innowacji oraz większe inwestycje w szybkie testy diagnostyczne, szczepionki i alternatywy dla antybiotyków.
Problem pozostaje aktualny. WHO podała w 2025 roku, że liczba środków przeciwbakteryjnych w badaniach klinicznych spadła z 97 w 2023 roku do 90. Połowę stanowiły klasyczne leki przeciwbakteryjne, a pozostałe projekty obejmowały między innymi bakteriofagi, przeciwciała i metody modyfikowania mikrobiomu. Sama liczba kandydatów nie mówi jeszcze, ile z nich okaże się skutecznych, bezpiecznych i dostępnych cenowo.
Największy ciężar nie rozłoży się równo
Oporne bakterie nie zatrzymują się na granicach. Skutki nie będą jednak jednakowe. Większe ryzyko dotyczy miejsc z ograniczonym dostępem do czystej wody, laboratoriów, szczepień, leków i kontroli zakażeń. Nowsze prognozy wskazują również na rosnące obciążenie wśród osób starszych, które częściej trafiają do szpitali, mają choroby przewlekłe i wymagają procedur zwiększających ryzyko zakażenia.
Dlatego ograniczenie AMR nie może polegać wyłącznie na powtarzaniu pacjentom, aby nie prosili o antybiotyk. Potrzebne są sprawne laboratoria, higiena w placówkach medycznych, szczepienia, kanalizacja, nadzór nad hodowlą zwierząt, kontrola zanieczyszczeń farmaceutycznych i dostęp do właściwego leczenia.
Polska nie stoi z boku
Raport dotyczący zużycia antybiotyków w lecznictwie otwartym pokazuje, że w Polsce w 2024 roku konsumpcja leków z grupy J01 wyniosła 21,2 zdefiniowanej dawki dobowej na 1000 mieszkańców dziennie. Było to mniej niż rok wcześniej, lecz nadal więcej niż średnia ważona UE i EOG, wynosząca 18,8. Polska zajmowała siódme miejsce wśród krajów objętych porównaniem.
Jeszcze bardziej obrazowe są dane polskiej sieci EARS-Net. W 2024 roku 54 laboratoria obsługujące 61 szpitali raportowały oporność bakterii izolowanych między innymi z krwi i płynu mózgowo-rdzeniowego. Zapadalność na zakażenia krwi wywołane przez Klebsiella pneumoniae oporną na karbapenemy wyniosła 5,15 przypadku na 100 tysięcy mieszkańców. Był to wzrost o 273,2 procent w porównaniu z 2019 rokiem.
Karbapenemy są lekami stosowanymi w ciężkich zakażeniach, często wtedy, gdy prostsze możliwości zawodzą. Oporność na nie oznacza znaczne zawężenie pola manewru. Raport wskazuje, że takie szczepy występują już we wszystkich województwach i różnych typach szpitali.
Obraz nie jest jednak jednolicie czarny. W tym samym okresie Polska osiągnęła spadek zapadalności na zakażenia krwi wywołane przez MRSA, czyli gronkowca złocistego opornego na metycylinę. W 2024 roku wskaźnik był niższy niż średnia europejska. To ważna wiadomość: oporność nie jest procesem, wobec którego medycyna pozostaje bezradna. Skuteczna kontrola zakażeń i rozsądne stosowanie leków mogą odwracać część trendów.
Warto zapisać: mniej antybiotyków nie zawsze znaczy lepiej, a więcej nie zawsze znaczy bezpieczniej. Celem jest właściwy lek, dla właściwego pacjenta, w odpowiedniej dawce i przez czas dobrany do konkretnego zakażenia.
Co zostało z planu O’Neilla
Raport nie ograniczał się do apelu o produkowanie nowych tabletek. Proponował działanie na dziesięciu frontach: edukację społeczną, higienę i zapobieganie zakażeniom, ograniczenie niepotrzebnego użycia antybiotyków w rolnictwie, lepszy nadzór, szybkie testy diagnostyczne, szczepionki i alternatywne terapie, rozwój kadr, nowe leki, globalny fundusz innowacji i międzynarodową koordynację.
Ten sposób myślenia przetrwał. W 2024 roku państwa członkowskie ONZ przyjęły cel zmniejszenia do 2030 roku liczby zgonów związanych z bakteryjną AMR o 10 procent w stosunku do poziomu z 2019 roku. W maju 2026 roku Światowe Zgromadzenie Zdrowia zatwierdziło zaktualizowany globalny plan działań na lata 2026–2036. Nadal opiera się on na podejściu One Health, łączącym zdrowie ludzi, zwierząt, roślin i środowiska.
To odpowiedź na sedno problemu: bakterie krążą pomiędzy szpitalami, domami, gospodarstwami, żywnością, wodą i środowiskiem. Nie da się ich zatrzymać jednym zakazem ani jednym nowym lekiem.
Wnioski
Raport O’Neilla był jednocześnie skuteczny i niedoskonały. Skuteczny, ponieważ nadał antybiotykooporności skalę polityczną i ekonomiczną. Niedoskonały, ponieważ najbardziej pamiętna prognoza wyglądała w debacie publicznej na pewniejszą, niż pozwalały na to ówczesne dane.
Nowsza nauka nie potwierdza prostego hasła, że w 2050 roku oporność na pewno zabije dokładnie 10 milionów osób. Potwierdza coś ważniejszego: bez skutecznych działań liczba zgonów, powikłań i kosztów będzie rosła, a część osiągnięć współczesnej medycyny stanie się bardziej ryzykowna.
Nie wynika z tego, że antybiotyków należy się bać albo odmawiać ich przyjmowania. Ratują życie i pozostają jednym z najważniejszych wynalazków medycyny. Trzeba jednak traktować je jak zasób, którego skuteczność może się wyczerpywać. Nie używać pozostałości po wcześniejszej terapii, nie pożyczać leków innym osobom i nie zmieniać samodzielnie dawki ani czasu leczenia.
To nie jest porada medyczna. Decyzję o zastosowaniu, zmianie lub przerwaniu antybiotyku należy podejmować z lekarzem.
ŹRÓDŁA
- Review on Antimicrobial Resistance — raport końcowy O’Neilla z 2016 roku
- PLOS Medicine — krytyczna analiza prognozy 10 milionów zgonów
- The Lancet — globalne obciążenie bakteryjną AMR i prognozy do 2050 roku
- WHO — Global antibiotic resistance surveillance report 2025
- WHO — nowe testy i terapie przeciw zakażeniom bakteryjnym w 2025 roku
- WHO — globalny plan działań przeciw AMR na lata 2026–2036
- WHO, FAO, UNEP i WOAH — deklaracja ONZ w sprawie AMR z 2024 roku
- ECDC — oporność na środki przeciwdrobnoustrojowe w UE i EOG, dane za 2024 rok
- KORLD i Narodowy Instytut Leków — oporność na antybiotyki w Polsce, dane EARS-Net za 2024 rok
- Narodowy Program Zdrowia — zużycie antybiotyków w lecznictwie otwartym w Polsce w 2024 roku
Ocena źródeł i ryzyko błędu
- A: oryginalny raport O’Neilla, WHO, ECDC, KORLD, Narodowy Instytut Leków oraz recenzowana analiza Global Research on Antimicrobial Resistance.
- B: recenzowany komentarz metodologiczny w „PLOS Medicine”, użyty do pokazania ograniczeń prognozy z 2016 roku.
- C: brak źródeł klasy C w głównej argumentacji.
- Ryzyko błędu: średnie. Dane historyczne i mechanizm oporności są dobrze potwierdzone, lecz prognozy do 2050 roku zależą od przyszłego zużycia leków, demografii, rozwoju terapii, jakości nadzoru i skuteczności polityk publicznych.
- Co by to rozstrzygnęło: pełniejsze i porównywalne dane laboratoryjne ze wszystkich regionów, jednolity pomiar zgonów przypisywanych i związanych z AMR, regularna weryfikacja modeli oraz długoterminowa ocena skuteczności programów kontroli zakażeń i racjonalnej antybiotykoterapii.