Gaudeamus igitur
👁 125Autor: Qbam
2021-01-28
Truizmem byłoby powiedzieć, że szkolnictwo wyższe w Polsce nie odpowiada zapotrzebowaniu rynku pracy. Lockdown dodatkowo pokrzyżował to dramatyczne status quo, w którym absolwenci „realizowali się” zawodowo pracując w kawiarniach, firmach odzieżowych czy Mc Donald's. Część uczelnianych katedr, instytucji oraz „autorytetów naukowych” jest po prostu zbędna. Skąd takie słowa i czy nie są hipokryzją, kiedy wygłasza je ktoś, kto co najmniej ogólną erudycję zawdzięcza właśnie systemowi szkolnictwa wyższego? Wymienię 4 przykłady, mówiąc oględnie, szkodliwości „nauki” dla zasad współżycia społecznego. 1. Testy projekcyjne w orzecznictwie sądowym (również rodzinnym), gdzie atramentowe plamy wymyślone na początku XX wieku decydują o losach całych rodzin. W tle — zbyt duże sprzeczności u tzw. „biegłych”. 2. Franczyza na uczelniach ekonomicznych — słyszałem o przypadku suflowania konkretnej franczyzy przez wykładowcę. Wystarczy zestawić książki Pani Marty Ziółkowskiej z „Franczyza-fakty i mity” Daniela Dziewita oraz Raportem Profesora Adamusa. Jeśli dodać do tego ustalenia Parlamentu Europejskiego w zakresie relacji franczyzowych — to gdzie w tym kontekście umiejscowić nauczanie studentów o dobrodziejstwach płynących z franczyzy? 3. Eksperci od transmisji wirusa — w lutym 2020 roku pewien znany wirusolog ośmiesza zapobiegawczość społeczeństwa, wyśmiewając noszenie maseczek — przedstawiając je jako źródło zakażeń wręcz — po czym pół roku później wzrost zakażeń tłumaczy... nie noszeniem maseczek. 4. Zaszczepione „elity” — jaki trzeba mieć stan umysłu, żeby nie wpaść na „nietakt” wynikający z takiego procedowania szczepień? Czy Rektor WUM uciekł podczas studiów z zajęć psychologicznych i antropologicznych? Mogę tak wymieniać bez końca. Czy tak jest ze wszystkim, czego uczymy się na uczelniach? Czy problem dotyczy tylko kierunków humanistycznych? Czy pracownicy naukowi nie są w swoistej „franczyzie” wciskania kitu ufnemu, skretyniałemu postkolonialnemu społeczeństwu — i gdy z tej „franczyzy” wyjdą — to płacą karierą naukową? Tytułowa piosenka gloryfikująca „studencki, radosny etap” życia człowieka wykształconego — brzmi smutno. Czy w rytm tej pięknej melodii nie odbywa się „danse macabre”?