Przezroczysty monumentalny sejf z pieniędzmi przeobrażającymi się wewnątrz w przestrzenną krzywą wzrostu jako metafora kapitału inwestowanego dla dziecka przez wiele lat.
Artykuł

800+ na giełdę?

USA uruchomiły Trump Accounts - specjalne rachunki inwestycyjne dla dzieci, a część najmłodszych dostaje na start 1000 dolarów od państwa. Czy podobny pomysł miałby sens w Polsce? Sprawdzamy, co naprawdę wprowadzili Amerykanie i co oznaczałoby przekierowanie części 800+ na inwestycyjne konto dziecka.

Donald Trump uruchomił pomysł, który łatwo opisać jednym zdaniem: państwo daje dziecku pieniądze, ale zamiast pozwolić rodzinie je wydać, każe kapitałowi pracować przez lata. Tyle że internetowe opisy Trump Accounts często mieszają prawdziwe zasady programu z dużo szerszymi interpretacjami. A gdy próbujemy przenieść ten pomysł na polskie 800+, pojawia się jeszcze ważniejsze pytanie: czy świadczenie dla rodziny powinno pomagać przede wszystkim dzisiaj, czy budować majątek dziecka na przyszłość?

Co naprawdę zrobiły Stany Zjednoczone?

Trump Accounts są nowym rodzajem indywidualnego rachunku emerytalnego przeznaczonego dla osób niepełnoletnich. Konto może zostać utworzone dla dziecka, które ma amerykański numer Social Security i spełnia określone warunki. Szczególną częścią programu jest jednorazowa wpłata 1000 dolarów z Departamentu Skarbu dla uprawnionych dzieci będących obywatelami USA i urodzonych między 1 stycznia 2025 roku a 31 grudnia 2028 roku.

Nie jest jednak tak, że każdy noworodek automatycznie dostaje 1000 dolarów do ręki. Rodzic, opiekun lub inna uprawniona osoba musi dokonać wyboru utworzenia konta i zgłosić dziecko do programu.

W okresie wzrostu pieniądze mogą być inwestowane wyłącznie w określone fundusze inwestycyjne lub ETF-y śledzące szeroki indeks akcji przede wszystkim amerykańskich spółek. Inwestycje nie mogą korzystać z dźwigni, a ich roczne opłaty mają być bardzo niskie - nie wyższe niż 0,1 proc.

Warto zapamiętać: amerykańskie państwo nie wypłaca rodzinie 1000 dolarów na konsumpcję. Finansuje początek długoterminowego rachunku inwestycyjnego należącego do dziecka.

Na konto mogą później trafiać kolejne środki. Co do zasady limit dodatkowych wpłat wynosi 5000 dolarów rocznie i ma być waloryzowany. Pieniądze przed zakończeniem okresu wzrostu są zasadniczo niedostępne do zwykłej wypłaty.

Nie jest to po prostu fundusz na mieszkanie

Tu pojawia się pierwsze istotne uproszczenie popularnych opisów Trump Accounts. Po osiągnięciu pełnoletności dziecko nie dostaje po prostu worka pieniędzy, który bez konsekwencji może przeznaczyć na dowolny cel.

Od roku, w którym beneficjent kończy 18 lat, rachunek zaczyna zasadniczo podlegać regułom tradycyjnego amerykańskiego IRA. Wcześniejsza wypłata może więc oznaczać zwykły podatek dochodowy oraz dodatkową 10-procentową daninę, chyba że zastosowanie ma jeden z wyjątków.

Do takich wyjątków należą między innymi kwalifikowane wydatki związane z wyższym wykształceniem oraz zakup pierwszego domu. W przypadku pierwszego domu wyjątek od dodatkowej 10-procentowej daniny dla IRA jest ograniczony do 10 tysięcy dolarów.

Dlatego stwierdzenie, że osiemnastolatek może po prostu przeznaczyć całe konto bez podatkowych konsekwencji na studia, dowolną firmę albo pierwsze mieszkanie, jest zbyt daleko idącym uproszczeniem.

A Polska? OKI już jest uchwalone

W Polsce od 1 stycznia 2027 roku zacznie obowiązywać ustawa o Osobistych Kontach Inwestycyjnych. OKI ma umożliwić inwestowanie w akcje, fundusze, obligacje oraz inne aktywa na preferencyjnych zasadach podatkowych.

Dla aktywów inwestycyjnych przewidziano zwolnienie do 100 tysięcy złotych. W przypadku aktywów o charakterze oszczędnościowym, takich jak określone lokaty czy obligacje oszczędnościowe, obowiązuje niższy limit 25 tysięcy złotych. Powyżej limitów zamiast klasycznego podatku od zysków kapitałowych pojawia się podatek od wartości aktywów.

Jest jednak zasadnicza różnica wobec pomysłu kont dziecięcych: umowę o prowadzenie obecnego OKI może zawrzeć osoba pełnoletnia. Polski odpowiednik Trump Account dla dziecka wymagałby więc stworzenia nowej konstrukcji prawnej.

Co gdyby inwestować 300 zł z 800+?

Program Rodzina 800+ wypłaca obecnie 800 zł miesięcznie na każde dziecko do ukończenia 18. roku życia, niezależnie od dochodu rodziny. W budżecie państwa na 2026 rok przeznaczono na program około 61,7 mld zł.

Wyobraźmy sobie jednak inny model. Rodzina nadal otrzymuje wsparcie, ale 500 zł może wydawać na bieżące potrzeby, a 300 zł miesięcznie jest automatycznie lokowane na rachunku inwestycyjnym dziecka.

Przez 18 lat na takim koncie znalazłoby się 64 800 zł samych wpłat. Przy wpłacie 400 zł byłoby to 86 400 zł.

A procent składany może bardzo zmienić wynik. Przy czysto ilustracyjnym założeniu średniej nominalnej stopy zwrotu 6 proc. rocznie oraz regularnych miesięcznych wpłat:

  • 300 zł miesięcznie mogłoby po 18 latach dać około 116 tys. zł,
  • 400 zł miesięcznie mogłoby dać około 155 tys. zł.

To nie jest prognoza ani obietnica. Rynek akcji może przynosić znacznie wyższe albo niższe wyniki, a w konkretnym momencie może znajdować się również na minusie. Podane kwoty są nominalne i nie uwzględniają inflacji. Nie ma także gwarancji, że ceny mieszkań przez te 18 lat nie wzrosną szybciej niż zgromadzony kapitał.

Argument za: państwo budowałoby majątek

Zwolennik takiego rozwiązania mógłby powiedzieć: obecne świadczenie znika w bieżącej konsumpcji, natomiast część inwestycyjna tworzyłaby dla każdego dziecka realny majątek.

Osiemnaście lat to bardzo długi okres inwestycyjny. Regularne wpłaty oznaczają kupowanie aktywów zarówno podczas hossy, jak i spadków, a procent składany zaczyna z czasem działać coraz mocniej.

Taki rachunek mógłby również budować nawyk oszczędzania. Dziecko dorastałoby ze świadomością, że posiada aktywa, obserwowałoby ich wartość i być może wcześniej zaczynało interesować się inwestowaniem.

Kapitał w wysokości kilkudziesięciu lub ponad stu tysięcy złotych nie kupiłby mieszkania w większości dużych miast, ale mógłby stać się wkładem własnym, pieniędzmi na edukację albo finansową poduszką na rozpoczęcie dorosłego życia.

Argument przeciw: dziecko potrzebuje pieniędzy również dziś

Problem polega na tym, że 800+ nie zostało stworzone jako program oszczędnościowy. Jego oficjalnym celem jest częściowe pokrycie wydatków związanych z wychowywaniem dziecka, opieką i zaspokajaniem jego bieżących potrzeb.

Dla rodziny o wysokich dochodach obowiązkowe odłożenie 300 zł może oznaczać przede wszystkim niższą konsumpcję. Dla rodziny z małym budżetem może oznaczać natomiast mniej pieniędzy na jedzenie, ubrania, zajęcia dodatkowe, transport lub rachunki.

Powstaje więc trudne pytanie o paternalizm państwa. Czy ustawodawca powinien stwierdzić, że część świadczenia musi zostać zamrożona na kilkanaście lat, ponieważ będzie to lepsze dla dziecka niż pozostawienie całych pieniędzy rodzicom?

Można wyobrazić sobie rozwiązania pośrednie: dobrowolne przekierowanie części świadczenia, dodatkową premię państwa dla rodziców wybierających inwestowanie albo automatyczne zapisanie do programu z możliwością rezygnacji. Każdy z tych modeli inaczej rozkłada wolność rodziny, koszt budżetowy i przyszły kapitał dziecka.

Czy taki system byłby tańszy?

Nie automatycznie. To kolejny słaby punkt argumentacji pojawiającej się wokół tego pomysłu.

Jeżeli państwo wypłaca dziś 800 zł, a po zmianie nadal finansuje łącznie 800 zł - na przykład 500 zł w gotówce i 300 zł na rachunku inwestycyjnym - koszt transferu nie spada. Zmienia się tylko jego przeznaczenie.

Program stałby się tańszy dopiero wtedy, gdy państwo rzeczywiście finansowałoby mniej niż obecnie, ograniczyło go do części dzieci albo zastosowało inną konstrukcję świadczenia. Wtedy oszczędność budżetu miałaby jednak źródło przede wszystkim w niższym transferze lub mniejszej liczbie beneficjentów, a nie w samym fakcie inwestowania pieniędzy.

W 2025 roku w Polsce urodziło się według wstępnych danych około 238 tys. dzieci. Mała liczba nowych urodzeń sprawia, że stworzenie programu wyłącznie dla nowych roczników początkowo byłoby relatywnie tanie. Nie można jednak takiego kosztu bezpośrednio porównywać z obecnym 800+, które obejmuje dzieci ze wszystkich roczników aż do ukończenia 18 lat.

Ciekawostka: amerykański model zaczyna się od jednorazowych 1000 dolarów. Przekierowanie w Polsce 300 zł miesięcznie oznaczałoby w ciągu 18 lat aż 64 800 zł publicznych wpłat na jedno dziecko - jeszcze przed wynikiem inwestycji.

Najciekawszy jest nie Trump, lecz pytanie

Konta Trumpa są interesujące nie dlatego, że odkrywają jakąś nową zasadę ekonomii. Procent składany znamy od dawna. Nowością jest decyzja polityczna: państwo samo uruchamia dziecku kapitał, który ma pracować przez wiele lat.

Polska ma już powszechne świadczenie rodzinne oraz od 2027 roku będzie miała nową konstrukcję podatkową wspierającą inwestowanie. Technicznie można więc wyobrazić sobie kolejny krok - rachunek inwestycyjny przeznaczony specjalnie dla dzieci.

Ale wtedy trzeba odpowiedzieć na pytanie, którego nie rozwiąże żaden kalkulator.

Czy wolicie 800 zł miesięcznie do dyspozycji rodziców, czy na przykład 500 zł dla rodziny i 300 zł obowiązkowo inwestowane dla dziecka do osiągnięcia pełnoletności?

Bo właśnie tutaj kończy się matematyka, a zaczyna polityka społeczna.

ŹRÓDŁA