Filmowy portret Nicolasa Cage'a w ciemnym garniturze na dziedzińcu historycznej rezydencji inspirowanej LaLaurie Mansion w Nowym Orleanie. Obok aktora ogromna skamieniała czaszka dinozaura częściowo zapada się w błotnistą ziemię. Złotawe światło i ponura
Artykuł

Nicolas Cage. Fortuna na kredyt

Zamki w Europie, rezydencja uznawana za nawiedzoną i czaszka dinozaura za 276 tysięcy dolarów. Nicolas Cage kolekcjonował rzeczy, które dla większości ludzi istnieją tylko w filmach. Kiedy jednak załamał się rynek nieruchomości, hollywoodzki milioner zaczął tracić domy i walczyć z długami. Czy naprawdę roztrwonił 150 milionów dolarów i jak udało mu się wyjść z finansowej katastrofy?

W 2007 roku Nicolas Cage kupił czaszkę dinozaura za 276 tysięcy dolarów. Kilka lat później oddał ją amerykańskim władzom, ponieważ okazało się, że skamieniałość została nielegalnie wywieziona z Mongolii. W międzyczasie zdążył zostać właścicielem zamków, prywatnej wyspy i domu, który przewodnicy w Nowym Orleanie przedstawiali turystom jako nawiedzony.

To nie scenariusz komedii o ekscentrycznym milionerze. To fragment biografii zdobywcy Oscara, który zbudował imponujący majątek, a następnie znalazł się w poważnych tarapatach finansowych.

Media pisały o fortunie wynoszącej 150 milionów dolarów. W 2009 roku na licytacje trafiały nieruchomości aktora, a amerykański fiskus domagał się wielomilionowych zaległości. Cage zaczął pracować niemal bez przerwy, występując również w filmach, które nie dorównywały prestiżem jego wcześniejszym produkcjom.

Ale w tej historii jest jeden ważny szczegół. Nie ma wiarygodnego publicznego rozliczenia potwierdzającego, że aktor stracił dokładnie 150 milionów dolarów. Jest za to wystarczająco dużo dokumentów, transakcji i relacji, by prześledzić mechanizm jego finansowego kryzysu.

150 milionów dolarów i apetyt na więcej

W latach 90. Nicolas Cage należał do najlepiej opłacanych gwiazd Hollywood. Po Oscarze za rolę w filmie „Zostawić Las Vegas” z 1995 roku przyszły wielkie produkcje, między innymi „Twierdza”, „Con Air” i „Bez twarzy”. Kolejne sukcesy dawały mu możliwość kupowania nieruchomości i przedmiotów, które trudno nazwać zwyczajnymi.

Według zestawienia CNBC z 2018 roku majątek Cage'a był niegdyś szacowany na 150 milionów dolarów. W tym samym materiale podano, że aktor posiadał w różnych okresach 15 rezydencji. Wśród nich znajdowały się luksusowe domy w Kalifornii, Rhode Island i Nevadzie.

Ta kwota stała się później podstawą popularnej opowieści o gwiazdorze, który roztrwonił 150 milionów. Problem polega na tym, że szacowana wartość majątku nie jest tym samym co ilość gotówki na koncie, suma zakupów czy rzeczywista strata finansowa.

Dom może być wart miliony, ale jednocześnie obciążony kredytem. Jego wartość może wzrosnąć, spaść albo okazać się trudna do odzyskania przy nagłej sprzedaży. Sam Cage przekonał się o tym wyjątkowo boleśnie.

Jednak zanim nadszedł kryzys, jego lista zakupów zaczęła przypominać katalog rekwizytów do filmu przygodowego.

Zamki, wyspa i dom z duchami

W 2006 roku Cage kupił Schloss Neidstein w niemieckiej Bawarii. Posiadłość obejmowała 28 pomieszczeń i rozległe tereny leśne. Według niemieckiego dziennika „Die Welt” zapłacił za nią około dwóch milionów euro.

Nie zatrzymał jej długo. Wiosną 2009 roku, kiedy skutki światowego kryzysu finansowego były już wyraźnie odczuwalne, sprzedał zamek swojemu niemieckiemu doradcy. W rozmowie przywołanej przez ABC News przyznał, że trudna sytuacja ekonomiczna uniemożliwiła mu dalsze utrzymywanie posiadłości.

Był również właścicielem Midford Castle w angielskim hrabstwie Somerset - niezwykłej rezydencji z XVIII wieku, której architektura nawiązuje do zamku. Kupił ją w 2007 roku. Dwa lata później brytyjska prasa opisywała próby sprzedaży nieruchomości ze znaczną stratą.

Do tego dochodziły domy w Stanach Zjednoczonych oraz prywatna wyspa na Bahamach. Każda z tych posiadłości oznaczała nie tylko cenę zakupu, ale również koszty utrzymania, remontów i zobowiązania finansowe.

Najbardziej niepokojący adres znajdował się jednak w Nowym Orleanie.

W 2007 roku Cage kupił za około 3,45 miliona dolarów rezydencję przy 1140 Royal Street, znaną jako LaLaurie Mansion. Budynek był stałym punktem wycieczek po rzekomo nawiedzonych miejscach miasta.

Jego sława nie wzięła się znikąd. W 1834 roku pożar domu należącego do Delphine LaLaurie ujawnił przerażające warunki, w jakich przetrzymywano zniewolonych ludzi. Udokumentowana przemoc stała się później podstawą kolejnych opowieści o duchach i klątwach.

Nie należy jednak mylić historii z legendą. Badacze architektury z Vieux Carré Survey wskazują, że obecna rezydencja została odbudowana po wydarzeniach z 1834 roku. Nie jest dokładnie tym samym budynkiem, który zamieszkiwała LaLaurie. Nie ma też wiarygodnych dowodów potwierdzających zjawiska paranormalne.

Legenda mogła zwiększać atrakcyjność nieruchomości, ale nie chroniła jej przed prawami rynku.

W listopadzie 2009 roku bank przejął LaLaurie Mansion podczas licytacji związanej z egzekucją hipoteczną. Za nieruchomość wycenianą na około 3,5 miliona dolarów zapłacił 2,3 miliona. Był to jeden z najbardziej namacalnych symboli finansowego upadku aktora.

Czaszka za 276 tysięcy dolarów

Na tle zamków i rezydencji zakup sprzed milionów lat mógł wydawać się stosunkowo niewielkim wydatkiem. Ale to właśnie historia czaszki dinozaura najlepiej pokazuje, jak osobliwe potrafiły być zainteresowania kolekcjonerskie Cage'a.

25 marca 2007 roku w Nowym Jorku wystawiono na aukcję czaszkę dużego drapieżnego dinozaura z grupy tyranozaurów. W dokumentach amerykańskiej prokuratury figurowała pod nazwą Tyrannosaurus bataar. Obecnie zwierzę to zwykle klasyfikuje się jako Tarbosaurus bataar - azjatyckiego krewnego słynnego T. rexa.

Według dokumentów Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych cena wylicytowana wyniosła około 230 tysięcy dolarów. Po doliczeniu opłaty aukcyjnej nabywca zapłacił łącznie około 276 tysięcy.

Kupującym był Nicolas Cage. Według doniesień medialnych w licytacji miał pokonać innego hollywoodzkiego aktora, Leonardo DiCaprio.

Problem ujawnił się później. Śledczy ustalili, że skamieniałość pochodziła z Mongolii i została nielegalnie przewieziona do Stanów Zjednoczonych. W dokumentach celnych opisano ją ogólnikowo jako fragmenty skamieniałych skał.

W grudniu 2015 roku amerykańska prokuratura ogłosiła wszczęcie procedury przepadku skamieniałości i jej zwrotu Mongolii. Przedstawiciel Cage'a potwierdził, że aktor zgodził się przekazać czaszkę władzom po uzyskaniu informacji o jej pochodzeniu.

Ciekawostka: zapłata 276 tysięcy dolarów nie oznaczała, że nabywca mógł legalnie zatrzymać skamieniałość. Mongolskie przepisy chronią tego rodzaju znaleziska jako dziedzictwo narodowe. W przypadku Cage'a władze prowadziły postępowanie dotyczące pochodzenia przedmiotu, a nie oskarżenie aktora o jego kradzież.

W tej historii nie chodzi więc wyłącznie o ekscentryczny zakup. Pokazuje ona również znacznie poważniejszy problem: cenne skamieniałości, pozbawione udokumentowanego pochodzenia, mogą trafiać z nielegalnych wykopalisk do prywatnych kolekcji. Dla naukowców oznacza to utratę informacji o miejscu i warunkach odkrycia.

Kiedy fortuna zamieniła się w długi

W 2008 roku światowy rynek nieruchomości przeżył gwałtowne załamanie. Dla osoby posiadającej wiele drogich domów i zamków, wymagających ciągłych nakładów oraz obsługi zobowiązań, był to wyjątkowo niebezpieczny moment.

Jesienią 2009 roku problemy Cage'a były już sprawą publiczną.

Amerykańskie władze podatkowe dochodziły ponad sześciu milionów dolarów zaległego federalnego podatku dochodowego za 2007 rok. Równocześnie pojawiały się informacje o niespłaconych kredytach i wymuszonych sprzedażach nieruchomości.

13 listopada 2009 roku CNNMoney opisał egzekucyjną sprzedaż dwóch posiadłości aktora w Nowym Orleanie. Ich łączna wartość szacunkowa wynosiła 6,8 miliona dolarów, ale bank zapłacił za nie zaledwie 4,5 miliona. Według informacji przekazanych przez miejscowego szeryfa zadłużenie hipoteczne dotyczące obu domów wynosiło 5,5 miliona dolarów, a zaległości wobec miasta z tytułu podatków od nieruchomości przekraczały 151 tysięcy.

Nie była to zwykła wyprzedaż luksusowych przedmiotów. Cage znalazł się w sytuacji, w której tracił kontrolę nad własnymi inwestycjami.

W październiku 2009 roku pozwał byłego menedżera finansowego Samuela J. Levina, domagając się 20 milionów dolarów odszkodowania. Zarzucał mu zaniedbania, nieprawidłowe zarządzanie finansami i kierowanie środków w ryzykowne inwestycje.

Levin przedstawił jednak odmienną wersję wydarzeń. W odpowiedzi prawnej przekonywał, że to nadmierne wydatki aktora doprowadziły do kryzysu. Wystąpił także z własnymi roszczeniami.

Same pozwy nie rozstrzygają, która ze stron ponosiła odpowiedzialność za wszystkie straty. Dokumentują natomiast skalę konfliktu o zarządzanie pieniędzmi.

Najważniejsze wyjaśnienie pojawiło się później, bezpośrednio od Cage'a.

W wywiadzie dla programu „60 Minutes” telewizji CBS w 2023 roku aktor przyznał, że zainwestował zbyt dużo w nieruchomości. Kiedy rynek się załamał, nie zdołał sprzedać ich odpowiednio szybko. Mówił o około sześciu milionach dolarów zobowiązań, które ostatecznie spłacił. Podkreślił także, że nigdy nie ogłosił bankructwa.

To ważne rozróżnienie. Finansowy kryzys, egzekucje hipoteczne i wielomilionowe długi nie są automatycznie równoznaczne z formalną upadłością.

Hollywoodzka kariera jako plan ratunkowy

Przez kolejne lata Nicolas Cage występował w niezwykle dużej liczbie filmów. Nie wszystkie trafiały do szerokiej dystrybucji kinowej. Niektóre były produkcjami o ograniczonym budżecie, kierowanymi przede wszystkim na rynek domowy.

Widzowie zastanawiali się, dlaczego aktor z Oscarem i dawną pozycją gwiazdora filmów akcji tak często przyjmuje kolejne role.

Odpowiedź była częściowo finansowa.

W rozmowie z CBS Cage przyznał, że intensywna praca pomogła mu spłacić zobowiązania. Zdarzało się, że występował w trzech lub czterech filmach rocznie. Jednocześnie odrzucał zarzut, że przestał traktować aktorstwo poważnie.

Nawet gdy ostateczny film okazywał się słaby, jak wyjaśniał, starał się wykonywać swoją pracę z pełnym zaangażowaniem.

W ten sposób historia jego zadłużenia stała się również historią zawodowej wytrwałości. To właśnie kolejne angaże umożliwiły mu stopniowe odzyskanie stabilności finansowej.

Nie oznacza to jednak, że znamy dokładny bilans strat i odzyskanych pieniędzy. Publiczne doniesienia o 150-milionowej fortunie, dokumenty egzekucyjne oraz późniejsze wypowiedzi aktora opisują różne wielkości: wartość majątku, ceny transakcyjne, zobowiązania i rzeczywiste przepływy finansowe.

Nie można ich po prostu odjąć od siebie, by otrzymać jedną pewną kwotę.

Co naprawdę pochłonęło fortunę Cage'a?

Czaszka dinozaura była efektowna. Nawiedzona rezydencja nadawała się na hollywoodzki scenariusz. Niemieckie i angielskie zamki wyglądały jak spełnienie marzeń człowieka, który może kupić niemal wszystko.

Ale to nie pojedyncza czaszka za 276 tysięcy dolarów zrujnowała finanse aktora. Według jego własnej relacji decydujące znaczenie miało nadmierne zaangażowanie kapitału w nieruchomości, których nie potrafił dostatecznie szybko sprzedać podczas kryzysu.

Popularna opowieść o roztrwonieniu dokładnie 150 milionów dolarów pozostaje medialnym uproszczeniem, a nie kompletnym bilansem finansowym.

Znacznie ciekawszy jest mechanizm. Nawet ogromny majątek może okazać się niewystarczający, kiedy jego właściciel posiada wiele drogich, mało płynnych aktywów, a jednocześnie musi regulować podatki, kredyty i koszty utrzymania.

Warto zapamiętać: majątek wart miliony nie oznacza milionów dostępnych do wydania. Nicolas Cage nie stracił fortuny wyłącznie dlatego, że kupował niezwykłe przedmioty. Jego przypadek pokazuje, jak spadek wartości nieruchomości, zobowiązania i brak płynności mogą zmusić nawet bardzo bogatego człowieka do sprzedaży majątku na niekorzystnych warunkach.

Ostatecznie Cage wydostał się z kryzysu, nie przez znalezienie kolejnego skarbu, lecz przez pracę. W pewnym sensie człowiek, który kupował zamki i prehistoryczne skamieniałości, uratował swoje finanse dzięki temu, co potrafił najlepiej - graniu w filmach.

I być może właśnie to jest największym paradoksem całej historii: jego najbardziej wartościową inwestycją nie okazała się żadna nieruchomość, lecz własny zawód.

ŹRÓDŁA