Abortomat pod Sejmem
Artykuł

Abortomat pod Sejmem

W Warszawie uruchomiono urządzenie z 22 skrytkami, z których po otrzymaniu kodu można odebrać tabletki do aborcji farmakologicznej. Jego twórczynie mówią o pierwszym takim systemie na świecie i „hakowaniu” polskiego prawa. Problem w tym, że automat nie usuwa najważniejszego pytania: kto prawnie odpowiada za to, co znajduje się w jego skrytkach?

Różowa konstrukcja, 22 ponumerowane skrytki i panel do wpisania sześciocyfrowego kodu. 29 września 2026 roku w lokalu Abotak przy ul. Wiejskiej 9 w Warszawie - niemal naprzeciwko Sejmu - zaprezentowano urządzenie nazwane „Abortomatem”. Nie jest instalacją artystyczną. Z jego skrytek rzeczywiście można odbierać pakiety z lekami przeznaczonymi do aborcji farmakologicznej.

Organizacje Women Help Women oraz Aborcyjny Dream Team przedstawiają urządzenie jako pierwszy na świecie system paczkomatowy zaprojektowany specjalnie w tym celu. Pierwszeństwo w Polsce potwierdzają również niezależne relacje medialne. Twierdzenie o „pierwszym na świecie” pochodzi jednak od organizatorów i nie ma obecnie niezależnej, globalnej weryfikacji.

To nie jest automat, do którego wystarczy podejść

Nazwa może sugerować, że tabletki można po prostu pobrać z maszyny. Tak to nie działa. Osoba zainteresowana najpierw kontaktuje się z Women Help Women. Po przejściu procedury kontaktu otrzymuje indywidualny kod, który otwiera konkretną skrytkę. Urządzenie zastępuje więc przede wszystkim etap dostarczenia przesyłki.

Według organizatorek chodzi o skrócenie czasu oczekiwania i zwiększenie prywatności. Standardowa przesyłka pocztowa może iść kilka dni, a dla części osób problemem może być również odebranie paczki pod adresem domowym. Automat ma umożliwić odbiór przygotowanego wcześniej pakietu na miejscu.

To właśnie ta pozornie prosta zmiana logistyczna uruchomiła znacznie poważniejszy spór. Bo polskie prawo nie odpowiada wprost na pytanie o „automat z tabletkami”. Odpowiada natomiast na pytanie o pomoc w przerwaniu ciąży.

Maszyna między człowiekiem a kodeksem

Kluczowy jest art. 152 Kodeksu karnego. Jego paragraf 2 przewiduje karę do trzech lat pozbawienia wolności dla osoby, która udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy albo ją do tego nakłania.

Sama kobieta przerywająca własną ciążę nie jest adresatką tego przepisu. Odpowiedzialność może natomiast dotyczyć osób pomagających. I właśnie tutaj zaczyna się prawny eksperyment stojący za Abortomatem.

Organizatorki otwarcie przedstawiają urządzenie jako sposób na „hakowanie” obecnego systemu prawnego: leki nie są przekazywane bezpośrednio z ręki do ręki, lecz odbierane samodzielnie ze skrytki. Krytycy tej interpretacji odpowiadają, że maszyna nie pojawia się przecież sama. Ktoś musi dostarczyć leki, umieścić je w skrytce, zorganizować cały system i przekazać kod.

Warto zapamiętać: spór prawny nie sprowadza się do pytania, czy „automat może popełnić przestępstwo”. Istotne jest to, czy działania ludzi organizujących dostęp do skrytki mogą zostać uznane za pomoc w przerwaniu ciąży w rozumieniu art. 152 Kodeksu karnego.

Na 4 października nie ma prawomocnego orzeczenia sądu, które rozstrzygałoby legalność tego konkretnego systemu. Dlatego stwierdzenia, że Abortomat jest już bezspornie legalny albo bezspornie nielegalny, wyprzedzają istniejące rozstrzygnięcia.

Co właściwie dopuszcza polskie prawo?

Obowiązująca ustawa przewiduje możliwość przerwania ciąży przez lekarza, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety albo gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że powstała w wyniku czynu zabronionego. W tym drugim przypadku obowiązuje granica 12 tygodni ciąży.

To ważne, ponieważ Abortomat nie zmienia tych przepisów. Nie powstaje nowa prawna przesłanka aborcji tylko dlatego, że tabletki można odebrać ze skrytki. Urządzenie zmienia sposób ich dystrybucji - i właśnie legalność tego sposobu jest przedmiotem sporu.

A co z bezpieczeństwem medycznym?

W dyskusji pojawia się również argument, że aborcja farmakologiczna wykonywana poza placówką medyczną musi być z definicji niebezpieczna. Aktualne zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia są bardziej złożone.

WHO dopuszcza samodzielne przeprowadzenie części lub całego procesu aborcji farmakologicznej przed 12. tygodniem ciąży, z zastosowaniem odpowiednich leków. Jednocześnie podkreśla znaczenie rzetelnej informacji, leków o potwierdzonej jakości oraz możliwości uzyskania pomocy medycznej, gdy jest potrzebna.

Nie oznacza to jednak automatycznej oceny warszawskiego Abortomatu. Wytyczne WHO dotyczą samego modelu aborcji farmakologicznej i jej samodzielnego stosowania w odpowiednich warunkach. Nie rozstrzygają ani zgodności polskiego urządzenia z prawem, ani jakości konkretnego systemu dystrybucji.

Dlaczego właśnie naprzeciwko Sejmu?

Lokalizacja nie jest przypadkowa. Abotak działa przy Wiejskiej, a organizatorki traktują Abortomat również jako demonstrację polityczną skierowaną do parlamentu. Ich stanowisko jest jasne: skoro ustawodawca nie liberalizuje przepisów, organizacje społeczne tworzą alternatywne sposoby dostępu do aborcji farmakologicznej.

Przeciwnicy aborcji widzą w tym z kolei próbę obchodzenia prawa i banalizowania przerwania ciąży poprzez upodobnienie odbioru leków do odbioru zwykłej paczki. Pojawiają się również pytania o odpowiedzialność osób dostarczających preparaty oraz przepisy dotyczące ich obrotu.

I właśnie dlatego spór o różową szafkę z 22 skrytkami jest większy niż sama maszyna. Abortomat stał się fizycznym miejscem, w którym spotkały się trzy zupełnie różne kwestie: medycyna, prawo karne i polityczny konflikt dotyczący dostępu do aborcji.

Najważniejsze pytanie dopiero czeka na odpowiedź. Nie brzmi ono: „czy maszyna jest człowiekiem?”. Brzmi: gdzie, według polskiego prawa, kończy się dostarczenie przesyłki, a zaczyna karalne udzielenie pomocy w przerwaniu ciąży. To może ostatecznie rozstrzygnąć dopiero praktyka organów ścigania i sądów.

ŹRÓDŁA

Zdjęcie: Na podstawie fot. Martyna Adamska / WHW i ABOTAK, CC BY 4.0; adaptacja: FRANCA