Panoramiczna metafora Europy Środkowej z trzema świetlistymi drogami dyplomatycznymi zbiegającymi się nad Kijowem oraz rozbudowaną siecią logistyczną prowadzącą przez Polskę.
Artykuł

Kijów bez Polski

W Kijowie do rozmów Ukrainy i amerykańskich negocjatorów dołączyli przedstawiciele Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Polski zabrakło, choć jej położenie i skala zaangażowania w pomoc Ukrainie wydają się przemawiać za obecnością Warszawy. Wyjaśnienie prowadzi do formatu E3 - ale nie kończy dyskusji o tym, kto powinien reprezentować Europę przy przyszłym stole pokojowym.

6 września 2026 roku w Kijowie przy jednym stole znaleźli się Ukraińcy, wysłannicy prezydenta USA oraz przedstawiciele Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Polski nie było. Dla państwa, które graniczy z Ukrainą, jest jednym z głównych szlaków dostaw i od ponad czterech lat ponosi bezpośrednie koszty rosyjskiej agresji na sąsiada, taki obraz może wyglądać jak polityczne odsunięcie Warszawy.

Na razie jednak nie ma podstaw, by wyciągać aż tak daleko idący wniosek. Klucz do zrozumienia składu europejskiej delegacji znajduje się w skrócie E3.

Co wydarzyło się w Kijowie?

Do ukraińskiej stolicy przyjechali amerykańscy negocjatorzy Steve Witkoff i Jared Kushner. Wcześniej rozmawiali w Moskwie z Władimirem Putinem, a ich wizyta w Kijowie była częścią amerykańskiej próby ponownego uruchomienia procesu negocjacyjnego dotyczącego zakończenia wojny.

Wołodymyr Zełenski przeprowadził z nimi kilka rund rozmów. Następnie do konsultacji dołączyli Emmanuel Bonne, doradca dyplomatyczny prezydenta Francji, Jonathan Powell, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego premiera Wielkiej Brytanii, oraz Günter Sautter, doradca kanclerza Niemiec do spraw polityki zagranicznej i bezpieczeństwa.

Według informacji przekazanych przez stronę ukraińską rozmawiano między innymi o dalszej dyplomacji, bezpieczeństwie Ukrainy, obronie powietrznej i przygotowaniach do zimy. Po spotkaniu Zełenski zapowiedział kolejne konsultacje Ukrainy, Stanów Zjednoczonych i państw europejskich.

Warto zapamiętać: Francja, Niemcy i Wielka Brytania nie znalazły się w Kijowie jako przypadkowo wybrane trzy państwa wspierające Ukrainę. Występowały w rozwijanym wcześniej formacie E3.

Dlaczego właśnie E3?

E3 to nieformalny format współpracy Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Jego początki sięgają przede wszystkim negocjacji dotyczących irańskiego programu nuklearnego, ale z czasem stał się narzędziem konsultacji również w innych kwestiach bezpieczeństwa.

W 2026 roku format wyraźnie zyskał znaczenie w sprawie Ukrainy. Już 7 czerwca Wołodymyr Zełenski spotkał się w Londynie z przywódcami Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii właśnie w formule E3-Ukraina. Rozmawiano wówczas nie tylko o pomocy wojskowej, lecz także o tym, w jaki sposób Europa mogłaby być obecna w przyszłych negocjacjach dotyczących zakończenia wojny.

Kanclerz Friedrich Merz tłumaczył później, że rozwijanie tego formatu nastąpiło na wyraźną prośbę strony ukraińskiej. Jednocześnie podkreślał, że Polska, Włochy i pozostali partnerzy europejscy nadal mają być włączani w szersze konsultacje.

Jest w tej konstrukcji polityczna logika. Francja i Wielka Brytania dysponują bronią nuklearną i są stałymi członkami Rady Bezpieczeństwa ONZ. Niemcy są największą gospodarką Unii Europejskiej i jednym z najważniejszych europejskich dostawców pomocy dla Ukrainy. Obecność Wielkiej Brytanii pozwala natomiast stworzyć format obejmujący jednocześnie dwie kluczowe stolice UE i Londyn, który po brexicie pozostaje poza strukturami unijnymi.

Mała grupa może też działać szybciej niż spotkanie kilkunastu czy kilkudziesięciu państw. W dyplomacji nie każda konsultacja jest konferencją wszystkich zainteresowanych. Często najpierw pracuje wąski zespół, a dopiero później jego ustalenia trafiają do szerszego grona.

A przecież Polska ma argumenty

To wszystko nie zmienia faktu, że pytanie o Polskę jest zasadne.

Znaczenie Warszawy dla funkcjonowania ukraińskiego zaplecza wojennego jest trudne do przecenienia. Ministerstwo Obrony Narodowej podawało, że łączny koszt polskich donacji wojskowych na rzecz Ukrainy wyniósł 16,45 mld zł. Rzeszów-Jasionka pozostaje natomiast głównym hubem logistycznym dla pomocy kierowanej na Ukrainę. Według polskich władz przez ten system przechodziło ponad 90 proc. dostaw z państw wspierających Kijów.

Polska uczestniczy także w Koalicji Chętnych. W lipcu rząd ogłosił, że pierwsze ćwiczenia wojskowe tej grupy z udziałem sił brytyjskich i francuskich odbędą się właśnie w Polsce, a Warszawa przygotuje infrastrukturę umożliwiającą długotrwałą obecność wojsk sojuszniczych.

Istnieje ponadto format E5, obejmujący Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, Polskę i Włochy. W czerwcu 2026 roku przywódcy tych pięciu państw wspólnie rozmawiali o bezpieczeństwie europejskim i odpowiedzialności Europy w ramach NATO.

To ważne, ponieważ pokazuje, że nieobecność w konkretnym spotkaniu E3 nie jest równoznaczna z całkowitym odsunięciem Polski od europejskich konsultacji dotyczących bezpieczeństwa.

Logistyka nie daje automatycznie miejsca przy stole

Można wskazać jeszcze jeden argument przemawiający za takim podziałem ról. Państwo kluczowe dla dostaw, szkolenia czy ochrony wschodniej flanki nie musi automatycznie uczestniczyć w każdej rundzie negocjacyjnej.

Rozmowy pokojowe wymagają nie tylko wiedzy o sytuacji na froncie i zdolności do udzielania pomocy, lecz również możliwości składania określonych gwarancji, prowadzenia dialogu z Waszyngtonem i Moskwą oraz podejmowania zobowiązań politycznych i wojskowych na wiele lat.

Francja i Wielka Brytania mają dodatkowo szczególną pozycję wynikającą z potencjału nuklearnego. Londyn i Paryż od miesięcy odgrywają centralną rolę w pracach nad potencjalnymi gwarancjami bezpieczeństwa dla Ukrainy. Niemcy dokładają do tego ogromny potencjał gospodarczy, finansowy i wojskowy.

Z tego punktu widzenia wybór E3 jako niewielkiej grupy roboczej można uzasadnić bez odwoływania się do tezy, że Polska została uznana za państwo drugorzędne.

Kiedy brak Polski stanie się problemem?

Granica przebiega jednak w innym miejscu.

Jeżeli E3 pozostaje jednym z kilku formatów konsultacyjnych, obecność wszystkich zainteresowanych państw na każdej naradzie nie jest konieczna. Jeśli jednak Francja, Niemcy i Wielka Brytania miałyby z czasem stać się faktycznymi przedstawicielami całej Europy podczas rozmów o warunkach pokoju, pytanie o mandat takiej grupy staje się znacznie poważniejsze.

Polska leży na bezpośrednim zapleczu wojny. Ewentualne porozumienie będzie wpływało na rozmieszczenie wojsk NATO, bezpieczeństwo granic, obecność sił amerykańskich, system odstraszania, przyszłość Ukrainy w strukturach zachodnich oraz skalę zagrożenia ze strony Rosji i Białorusi. W tych sprawach Warszawa ma własne interesy, których nie można po prostu utożsamić z interesami Berlina, Paryża czy Londynu.

Dlatego najbardziej uczciwy wniosek jest podwójny. Brak Polski podczas rozmów 6 września da się racjonalnie wyjaśnić tym, że spotkanie odbywało się w rozwijanym wcześniej formacie E3. Nie ma obecnie dowodu, że Warszawa została z niego demonstracyjnie wykluczona.

Jednocześnie Polska ma mocne argumenty, aby zabiegać o miejsce w szerszym formacie wtedy, gdy rozmowy przejdą od konsultacji do rzeczywistego ustalania warunków zakończenia wojny i przyszłego systemu bezpieczeństwa Europy.

Warto zapamiętać: nieobecność Polski w jednej rundzie E3 można wyjaśnić formatem rozmów. Nieobecność Polski przy ostatecznym ustalaniu europejskich gwarancji bezpieczeństwa byłaby już zupełnie inną sprawą.

ŹRÓDŁA