Dyplomatyczny dokument na stole konferencyjnym, którego pojedyncze pęknięcie przechodzi surrealistycznie na mapę Europy Wschodniej.
Artykuł

Ukraina - atom za bezpieczeństwo

Ukraina, Białoruś i Kazachstan zrezygnowały z pozostawionych po ZSRR arsenałów nuklearnych, otrzymując w 1994 roku zapewnienia bezpieczeństwa. Trzy dekady później Ukraina walczy z Rosją, Białoruś gości rosyjskie zdolności nuklearne, a Kazachstan pozostaje jednym z najbardziej konsekwentnych zwolenników nieproliferacji. Co naprawdę obiecano w Budapeszcie - i czy z tej historii wynika, że Polska potrzebuje własnej bomby?

5 grudnia 1994 roku w Budapeszcie dokonała się jedna z najbardziej niezwykłych operacji rozbrojeniowych po zakończeniu zimnej wojny. Ukraina, Białoruś i Kazachstan - państwa, na których terytorium po rozpadzie ZSRR pozostała część radzieckiego arsenału nuklearnego - wybierały status państw bez broni jądrowej. W zamian otrzymały od mocarstw atomowych zapewnienia dotyczące ich bezpieczeństwa.

Dzisiaj dokument ten wraca w niemal każdej poważniejszej dyskusji o odstraszaniu. Szczególnie wtedy, gdy pada pytanie: gdyby Ukraina nie pozbyła się broni nuklearnej, czy Rosja odważyłaby się ją zaatakować?

Na to pytanie nie istnieje odpowiedź, którą można udowodnić. Istnieją za to dokumenty, których treść można sprawdzić.

Nie jedno memorandum, lecz trzy równoległe

Określenie „Memorandum Budapeszteńskie” jest zwykle używane w odniesieniu do Ukrainy, ale w Budapeszcie podpisano równoległe porozumienia dotyczące również Białorusi i Kazachstanu. Wszystkie wiązały się z wejściem tych państw do Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej - NPT - jako państw bez broni nuklearnej.

W przypadku Ukrainy Rosja, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania potwierdziły zobowiązanie do respektowania jej niepodległości, suwerenności i istniejących granic. Zobowiązały się powstrzymywać od groźby i użycia siły przeciw integralności terytorialnej lub niezależności politycznej Ukrainy oraz od przymusu ekonomicznego.

Dokument przewidywał również działania w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, gdyby Ukraina jako państwo bezatomowe padła ofiarą agresji albo groźby agresji z użyciem broni jądrowej. Sygnatariusze mieli też konsultować się w przypadku pojawienia się problemów dotyczących tych zobowiązań.

Warto zapamiętać: Memorandum Budapeszteńskie nie zawierało odpowiednika art. 5 NATO ani mechanizmu automatycznego wysłania wojsk w obronie Ukrainy.

To zasadnicza różnica między zapewnieniem bezpieczeństwa a sojuszem obronnym. Spory prawników dotyczące charakteru prawnego memorandum nie zmieniają faktu, że jego tekst nie określa procedury automatycznej militarnej odpowiedzi na konwencjonalny atak.

Trzy państwa, trzy różne historie

Najbardziej dramatyczny jest przypadek Ukrainy. W 2014 roku Rosja przejęła kontrolę nad Krymem i dokonała jego aneksji. Zgromadzenie Ogólne ONZ potwierdziło wówczas integralność terytorialną Ukrainy w jej międzynarodowo uznanych granicach. W lutym 2022 roku Rosja rozpoczęła pełnoskalową operację wojskową przeciwko Ukrainie. Rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ ES-11/1 określiła działania Rosji jako agresję i wezwała do wycofania wojsk. Za przyjęciem rezolucji głosowało 141 państw, przeciw było 5, a 35 wstrzymało się od głosu.

Białoruś poszła w innym kierunku. Nie została zaatakowana przez Rosję, lecz stała się jej bardzo bliskim sojusznikiem wojskowym. Władimir Putin publicznie potwierdzał rozmieszczenie rosyjskiej taktycznej broni jądrowej na terytorium Białorusi. Dokładna liczba i status rozmieszczonych głowic pozostają w źródłach otwartych trudne do niezależnej weryfikacji.

Kazachstan natomiast pozostał państwem bez broni nuklearnej. W 2006 roku wraz z Kirgistanem, Tadżykistanem, Turkmenistanem i Uzbekistanem podpisał traktat tworzący strefę bez broni jądrowej w Azji Centralnej. Jeszcze w 2026 roku władze Kazachstanu aktywnie promowały NPT, zakaz prób jądrowych i dalsze rozbrojenie.

Trzech historii nie można więc sprowadzić do równania: „oddali atom - spotkał ich ten sam los”. Nie spotkał.

Dlaczego doszło do wojny z Ukrainą?

Równie uproszczone byłoby twierdzenie, że wojna zaczęła się wyłącznie dlatego, że Rosja złamała obietnicę z 1994 roku. Dzisiejsza sytuacja jest skutkiem dłuższego łańcucha wydarzeń: rozpadu ZSRR, sporów o architekturę bezpieczeństwa w Europie, rozszerzania NATO, przemian politycznych na Ukrainie, rosyjskiej aneksji Krymu, wojny w Donbasie, nieskutecznej implementacji porozumień mińskich i ostatecznie decyzji Kremla o użyciu siły na znacznie większą skalę w 2022 roku.

Rosyjskie władze wskazywały jako jedno z podstawowych zagrożeń możliwość dalszego zbliżenia Ukrainy do NATO. Ten element nie był wymyślony. Na szczycie w Bukareszcie w 2008 roku państwa NATO oficjalnie zadeklarowały, że Ukraina i Gruzja zostaną w przyszłości członkami Sojuszu. Rosja od lat przedstawiała rozszerzanie NATO jako problem dla własnego bezpieczeństwa.

Istniał również rzeczywisty konflikt zbrojny w Donbasie oraz nierozwiązany spór o realizację porozumień mińskich. To wszystko jest częścią kontekstu strategicznego, którego nie należy usuwać z historii tylko dlatego, że nie usprawiedliwia on automatycznie późniejszego użycia siły.

Kluczowe rozróżnienie: państwo może mieć realne obawy dotyczące własnego bezpieczeństwa, a jednocześnie nie mieć na tej podstawie prawa do rozpoczęcia wojny.

24 lutego 2022 roku Rosja powołała się na art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych i prawo do samoobrony oraz kolektywnej obrony uznanych wcześniej przez Moskwę separatystycznych republik Doniecka i Ługańska. Zdecydowana większość państw ONZ nie przyjęła tej argumentacji jako uzasadnienia inwazji. Zgromadzenie Ogólne przyjęło rezolucję „Aggression against Ukraine”, a Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w postępowaniu dotyczącym rosyjskich zarzutów ludobójstwa nakazał Rosji w marcu 2022 roku zawiesić rozpoczęte operacje wojskowe.

Dlatego odpowiedź na pytanie „czy Rosja miała obiektywne przesłanki?” zależy od znaczenia słowa „przesłanki”. Jeżeli chodzi o realnie istniejące konflikty interesów, obawy bezpieczeństwa, wojnę w Donbasie i spór o NATO - tak, takie zjawiska były rzeczywiste. Jeżeli chodzi o powszechnie uznaną podstawę prawną pozwalającą zaatakować Ukrainę - państwa ONZ w zdecydowanej większości jej nie uznały.

Czy Ukraina popełniła błąd, oddając atom?

Najbardziej kuszący wniosek brzmi: gdyby Ukraina zachowała broń jądrową, wojny by nie było.

To hipoteza kontrfaktyczna. Nie da się jej sprawdzić.

Trzeba też uważać na sformułowanie, że Ukraina po prostu „miała własną bombę”. Na jej terytorium znajdował się po rozpadzie ZSRR jeden z największych arsenałów jądrowych świata, ale był on częścią radzieckiego systemu dowodzenia, infrastruktury i obsługi. Stworzenie w pełni niezależnego ukraińskiego systemu odstraszania wymagałoby przejęcia lub przebudowy dowodzenia, utrzymania głowic i środków przenoszenia oraz poniesienia ogromnych kosztów politycznych i ekonomicznych.

Ukraina znajdowała się jednocześnie pod silną presją USA i Rosji, aby pozostać państwem bezatomowym. Ostatecznie wszystkie głowice zostały przekazane Rosji do 1996 roku.

Nie oznacza to, że doświadczenie Ukrainy jest bez znaczenia. Jest niezwykle ważne dla wiarygodności zapewnień bezpieczeństwa. Pokazuje, że polityczna deklaracja szacunku dla granic ma inną wartość odstraszającą niż system, w którym potencjalny agresor z góry zakłada udział innych sił zbrojnych w obronie zaatakowanego państwa.

A więc Polska powinna mieć własną bombę?

Przypadku Ukrainy nie da się bezpośrednio przenieść na Polskę. Polska jest członkiem NATO. Jest objęta traktatową zasadą zbiorowej obrony oraz rozszerzonym odstraszaniem nuklearnym Sojuszu. Uczestniczy też - jak pozostali sojusznicy poza Francją - w Grupie Planowania Nuklearnego NATO.

W dyskusji często miesza się trzy różne modele.

  • Własny polski arsenał. Dawałby narodowym władzom własny środek odstraszania, ale wymagałby fundamentalnej zmiany polskiej polityki nuklearnej. Polska jako państwo bezatomowe związane NPT zobowiązała się nie produkować ani nie pozyskiwać broni jądrowej.
  • Nuclear Sharing. To udział w systemie nuklearnym NATO, a nie stworzenie polskiej narodowej bomby. NATO utrzymuje, że jego mechanizmy Nuclear Sharing są zgodne z NPT. Pogląd ten jest kwestionowany przez część państw i środowisk rozbrojeniowych.
  • Obecne rozszerzone odstraszanie NATO. Polska korzysta z gwarancji sojuszniczych, w których strategiczne siły USA, Wielkiej Brytanii i Francji składają się na odstraszanie całego Sojuszu, równolegle z obroną konwencjonalną i przeciwrakietową.

Każdy z tych modeli inaczej rozkłada koszty, zależność od sojuszników, kontrolę polityczną, ryzyko eskalacji i zobowiązania międzynarodowe. Sam przypadek Ukrainy nie rozstrzyga, który model Polska powinna wybrać.

Czy więcej atomu oznacza mniej wojny?

To jeden z najstarszych sporów strategii nuklearnej. Zwolennicy odstraszania wskazują, że gdy obie strony posiadają zdolność do zadania przeciwnikowi niedopuszczalnych strat nawet po pierwszym uderzeniu, rozpoczęcie pełnoskalowej wojny staje się skrajnie ryzykowne. NATO oficjalnie traktuje broń jądrową jako element odstraszania mający zapobiegać agresji i przymusowi.

Istnieje jednak druga strona równania. Broń jądrowa nie zlikwidowała wojen między państwami posiadającymi arsenały atomowe ani konfliktów prowadzonych poniżej progu nuklearnego. Może powstać tak zwany paradoks stabilności i niestabilności: strach przed wojną totalną ogranicza eskalację na najwyższym poziomie, ale równocześnie jedna ze stron może uznać, że przeciwnik nie odpowie na mniejszą operację, właśnie z obawy przed atomową katastrofą.

Do tego dochodzą błędy wczesnego ostrzegania, cyberataki, problemy dowodzenia, presja na szybkie podjęcie decyzji, wyścigi zbrojeń i możliwość prewencyjnego ataku na rozwijający się program jądrowy.

SIPRI w swoim raporcie z 2026 roku odnotowuje, że dziewięć państw posiadających broń nuklearną modernizowało w 2025 roku swoje arsenały, a państwa coraz wyraźniej traktują atom jako instrument siły. Jednocześnie instytut wskazuje na rosnące zagrożenie błędną kalkulacją i eskalacją.

Najuczciwszy wniosek nie brzmi ani „atom gwarantuje pokój”, ani „atom zawsze zwiększa ryzyko wojny”. Odstraszanie może ograniczać niektóre rodzaje konfliktu, podczas gdy proliferacja jednocześnie tworzy nowe drogi prowadzące do eskalacji.

Memorandum Budapeszteńskie nie daje więc prostego argumentu za ani przeciw polskiej broni atomowej. Daje natomiast znacznie ważniejszą lekcję: bezpieczeństwo zależy nie tylko od podpisanego dokumentu czy samego posiadania broni, ale od wiarygodności całego mechanizmu odstraszania, zdolności do jego wykonania, systemu sojuszy oraz kalkulacji potencjalnego przeciwnika.

ŹRÓDŁA